Wywiad

 

 

Pytania zadawali czytelnicy bloga. Tu zamieszczam bez nicków, ku pamięci, bo nie chcę zgubić.

***

Skąd czerpie Pani „pomysły” na swoje książki, czy są to tematy oparte na realnych wydarzeniach czy też czysta fikcja literacka?

Dotychczas była to przeważnie fikcja; najwięcej z realiów mojego, a zapewne i życia wielu z Państwa, posiada najnowszy cykl pt. „Ślady życia”, o Berenice i jej przygodach w małej podlaskiej wsi. Ale dziwnym trafem przepowiedziałam sobie, tytułem książki, własny los. Bo kiedy pisałam dzieje Beaty, bohaterki powieści „Odszedł ode mnie”, fantazjowałam na temat kobiety porzuconej przez swego małżonka, i wówczas nie podejrzewałam, że za jakiś czas i mnie samą to spotka. Śmieję się dzisiaj, bo dystans do siebie i upływ  lat mi na to pozwalają, i mogę śmiało powiedzieć, że wykrakałam! Kto wie? Może moje słowo pisane ma jakąś szczególną moc? Tylko byłabym wdzięczna losowi, gdyby słuchał tych sympatyczniejszych podpowiedzi! I tu pojawia się mały problem. Ja nie daję szczęśliwych happy endów! U mnie są zakończenia otwarte, albo przewrotne. Bo uważam, że życie lubi dawać w kość! Tym cenniejsze są wszystkie uśmiechy losu. I ludzie, których po drodze spotykamy.

Fascynuje Panią muzyka, kultura żydowska… czy w Pani planach, zamierzeniach jest zmierzenie się z tymi żywiołami, w rezultacie czego powstanie powieść w której ta tematyka wybrzmi z pełną siłą?

Zachęcam Państwa do zajrzenia na moją autorską stronę internetową. Wystarczy w górnym pasku wyszukiwarki wpisać rybkowska.pl bez kropki na końcu. Z tą kulturą żydowską już mi nieco mniej po drodze, tak jak porzuciłam moją miłość do Davida Garretta, skrzypka. Kiedyś zaowocowała ona przynajmniej dwiema powieściami, z podobnym do niego bohaterem. Co do kultury żydowskiej, fascynacja trwa, choć nie jest już tak intensywnie przeżywana, jak kiedyś. Zaczęło się od muzyki, potem było eksplorowanie cmentarzy, często bardzo zaniedbanych. Sporo czytałam, i w jakimś momencie życia wydawało mi się, że w duszy grają mi skrzypce, na tę wyjątkową nutę, być może zew przodków? W każdej rodzinie są niedopowiedzenia, tajemnice, kto wie? Z cmentarzami było zabawnie, bo zwykle o miejsce dopytywał się mąż, z wyglądu czysty Aryjczyk, a ja, z moimi skośnymi oczami i ciemnymi włosami czekałam w samochodzie, na wynik tych indagacji. Kiedyś nas poszczuto psami, natrafiliśmy na skupiska koczujących dziwnych ludzi, zmarnowałam dwie pary butów, brodząc w śmieciach i błocie! Dysponuję dokumentacją fotograficzną, i być może kiedyś dojrzeję do jej prezentacji. Od schyłku lat 90 ubiegłego stulecia sporo się zmieniło w tej materii. Napisałam już o tym powieść, ale jest ona zaklęta w kilku stukartkowych brulionach, i nie wiem, czy dziś byłabym z niej na tyle zadowolona, by zaryzykować okazanie czytelnikom? Żydzi pojawią się w Nabokowie, zatem jeśli kogoś ciekawi ten wątek, zapraszam do zgłębiania „Śladów życia”. Tematyka żydowska jest wielce interesująca, zgadzam się,   sama Olga Tokarczuk się z nią zmierzyła. Chyba brak mi odwagi do podjęcia tego wyzwania. Już mi ktoś zarzucił, że moja powieść to kolejny spadek! Tej osobie mogę odpowiedzieć, że równie dobrze możnaby się zastanowić czy warto pisać o miłości, bo ileż można, prawda? O zdradzie, o zamianie dzieci, o morderstwach w afekcie! Już przed laty Lec w swoich aforyzmach utyskiwał, że ciężko powiedzieć coś mądrego, nie cytując. W czasach obfitości  najtrudniej o oryginalność.

Jest tyle książek na rynku jak i tytułów; jak Pani zachęci czytelników żeby sięgnęli po Pani książkę? Czym nas Pani zaskoczy?

Punktem wyjścia mojej opowieści jest spadek, lecz tak naprawdę to czas jest wiodącym bohaterem „Śladów życia”. Początkowo chciałam by całość miała tytuł „Stylista zbrodni”, i miałam pomysł na blurba.  Czy nie piszę o wyrachowanym seryjnym mordercy, starannie wybierającym ofiary i dokonującym określonych rytuałów. A jeśli ów „zabójca” spotyka nas wszystkich w jednakim celu i sensie? Bo założyłam, że czas jest nieubłagany, okrutny, i wyrafinowany. Ale wydawca się nie zgodził, i wiele rzeczy uproszczono. Postanowiłam napisać cykl na podobieństwo czterech pór roku. I zadedykowałam go czwórce moich dzieci. Zaczynam od najskromniejszej w naturze zimy. Monochromatycznej, spokojnej, z ciemnością i zimnem, wyobcowaniem jakiego doznaje sama Berenika; nudą i wyhamowaniem, na kształt hibernacji. Zaskoczeń jest w tej powieści wiele, ale nie mogą się od razu ujawnić, bo cykl rządzi się innymi prawami. Apeluję o więcej zaufania do autorki, jeśli mamy zamiar sięgnąć po kilka tomów. Napięcie jest dawkowane, i z troski o nerwy czytelników, do eksplozji dochodzi z opóźnieniem. Wyobraźmy sobie wiszący nad przepaścią most. Czy w jednej czwartej drogi, gdy widok nie przypadnie nam do gustu, ze złości postanowimy spalić, to co już przeszliśmy? Czy zaryzykujemy dobrnięcie na drugi brzeg?

Zazwyczaj autorzy mówią, że to co robią przynosi im dużo przyjemności i radości. A ja chciałabym zapytać o tę drugą stronę medalu. Jaka była najbardziej przykra sytuacja związana z Pani pracą twórczą?

Piszę od podstawówki, byłam dziwnym dzieckiem, które rozmawiało z niewidzialnymi dla innych przyjaciółmi, miałam od zawsze swój świat. Królowała w nim moja wyobraźnia.  Porażki? Bankructwa wydawców, niezapłacone nigdy honoraria, likwidacja agencji, która mnie miała reprezentować.Wydanie dwóch powieści bez należytej korekty, z błędami w druku.  „Uśmiech zimy” miał się ukazać wiele miesięcy wcześniej, ale nikt nie przewidział pandemii, innego trybu pracy, braku spotkań autorskich… Sporo tego, ale pisanie we mnie siedzi, i nic go ze mnie nie wytrawi. Pisanie, niekoniecznie publikowanie.

Żydowskie cmentarze mają w sobie magię, przeplatającą się z folklorem tego narodu; czy to był główny powód fascynacji tymi miejscami…

W pewnym okresie mojego życia była to autentyczna magia, doszło studiowanie Midraszy, nauka znaczenia symboli pojawiających się na macewach. Dzięki nim można określić wiek i status społeczny zmarłego, a także płeć. Tylko z hebrajskim mi nie wyszło. To bardzo trudny język, zupełnie innej jakości. Obecnie, dla ciekawych, polecam „Chidusz”, czasopismo, w którym przewijają się artykuły na tematy kulturalne, społeczne, opisywana jest współczesność Izraela, znajdziemy też wiele komentarzy Tory. W internecie jest mnóstwo portali. Także kulinaria, często nie podejrzewamy, że nasza kuchnia jest skompilowana z innymi tradycjami. Kultura żydowska dzieli się na tę tradycyjną, i tę w jidisz. Dla ortodoksyjnych Żydów język hebrajski jest święty, i nie używa się go w życiu codziennym.

Muzyka…

Do pani pasuje muzyka jazzowa???

Czy się mylę?

Słucham bardzo różnej muzyki, nie jestem wierna jednemu gatunkowi. W zależności od potrzeby chwili może to być album The Weeknda lub G-Eazy’go, hip hopowa melorecytacja Kendricka Lamara, ostre klimaty hardrockowe, ballady pop.  Miłości do jazzu uczył mnie ojciec, perkusista amator, od dziecka słuchałam z nim Counta Basiego, czy Armstronga. Nie wiem jaka muzyka do mnie pasuje. Towarzyszy mi w trakcie pisania, kiedy udaję się do Nabokowa słucham na przykład ukraińskiego folkloru, muzyki cygańskiej, czy klezmerów. I bardzo lubię muzykę klasyczną. W mojej debiutanckiej powieści „Nell” opisałam scenę, kiedy w pustej katedrze Notre Dame w Paryżu, nagle rozbrzmiewa słynna fuga Bacha, a pod prysznicem, w kabinie zaopatrzonej w głośniki rozlega się „Lato”, Vivaldiego. Fragment burzy jest jedną z najdokonalszych muzycznych imitacji natury.

Jaki „uśmiech” ma zima, wg Pani?

Ten uśmiech z tytułu powieści to oczywiście spadek, zapisany Berenice. A gdyby ująć rzecz szerzej, zima to moja ulubiona pora roku, o ile jest normalną zimą, a nie tym, czym nas od wielu lat raczy zmieniający się klimat.

Do jakich czasów najchętniej by się Pani przeniosła?

Dobrze byłoby pomarzyć, wsiąść w wehikuł czasu, i pobujać w odległych epokach, prawda? Ale już choćby z kilku filmów wiemy, czym to pachnie, na przykład z francuskiej komedii „Goście goście”. Obecnie nie myślę w ten sposób, dobrze mi tu gdzie jestem, bo najważniejsze nie jest otoczenie, czy zdobycze cylizacyjne, bądź ich, do pewnego stopnia urokliwy brak, tylko ludzie, z którymi przebywamy.  Gdy byłam dziewczynką, marzyłam o bezpiecznym skoku do czasów króla Słońce, Ludwika XIV. Ten legendarny przepych, wielkie przyjęcia, kulinarne wyczyny, pokazy i balety z udziałem samego monarchy! Ale kiedy przeczytałam ile pluskiew spadało w sypialniach Wersalu, do czego tak naprawdę służyły baldachimy i młoteczki do peruk, jakim przywilejem było posiadanie wanny, i korzystanie z niej, a nie z olejków o intensywnym zapachu, które zabijały naturalny smród arystokracji… Przeszło mi.

Gdyby mogła Pani wybrać porę roku, która już na stałe u nas zagości, to która by to była?

Wiosna, bo jest najpiękniejsza, ma umiarkowane temperatury, i wyzwala we mnie pokłady życiowego optymizmu. Choć oczywiście zachodzi podejrzenie, że po kilku dziesięcioleciach, a może nawet prędzej, przejadłaby się całej ludzkości. Bo człowiekowi zwykle nie można w pełni dogodzić! A już Polakowi na pewno!

Ja też jestem „urodzona w poprzednim stuleciu”, które wydaje się mniej skomplikowane od obecnego 🙂  A Pani, które z nich by wybrała? W którym z nich żyje się łatwiej? A które stanowi większe wyzwanie?

Myślę, że „wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma”. Zeszłe stulecie przyniosło między innymi głód na Ukrainie, pogromy, komunizm, dwie wojny światowe, bombę atomową, i liczne konflikty, na wszystkich kontynentach. Nie było wówczas internetu, i to zarazem przekleństwo i błogosławieństwo, bo zawsze staram się widzieć dwie strony medalu. XXI wiek to, w wielkim skrócie, tragedia Manhattanu z 11 września, i obecna pandemia, a wkraczamy w trzecie dziesięciolecie. Być może dzisiejszy szybki przepływ informacji odpowiada za nasze nerwice, problemy z krążeniem, nowotwory, bo wiele jednostek chorobowych bierze się ze stresu, nadmiaru adrenaliny, która wcale nie jest taka wystrzałowa. Wiedza, jaką dziś dysponujemy, jej dostępność nie czynią nas mądrzejszymi. Zdajemy sobie sprawę z zagrożeń, o których nasi przodkowie nie mieli pojęcia, nawet o tym nie śnili! Zniszczyliśmy naszą ziemię nadmierną eksploatacją, mamy zatrute środowisko, gorszą jakość powietrza, którym na co dzień oddychamy. Jednocześnie nastąpił wielki wysyp pisarzy, oraz inwazja fotografów, bo każdy ma w kieszeni komórkę. Ale czy zniknął analfabetyzm, poradziliśmy sobie z gruźlicą? Reasumując, jest jak jest, blaski i cienie. Umiejętność przystosowania się do tego co nas otacza, i osacza, to już wytworzona umiejętność genowa, mądrość i odporność stadna. Wierzę, że zawsze zwycięża rozum i serce.

Czy, według Pani, istnieje ktoś taki jak pisarz idealny?

Nie, i podejrzewam, że nawet gdyby istniał, po jakimś czasie, by się znudził.

Gdyby nagle ludziom odebrano możliwość czytania i pisania książek to co najważniejszego by stracili?

Były już takie prorocze wizje, w literaturze i filmie. Człowiek od zarania swych dziejów tworzył, nie tylko zabiegał o swoje dobro w sensie bezpieczeństwa i zaspokojenia potrzeb fizjologicznych. Nie wyobrażam sobie świata bez słowa pisanego, choć ludzkość zakreśliła dziwny krąg, i dzisiaj słowa zastępują obrazki, emotikony. Zanika sztuka pisania listów. Książki nie tylko rozwijają wyobraźnię, edukują, ale i panują nad emocjami, oswajają lęk, wyzwalają w nas niuanse uczuć, i windują na szczyty wrażliwości. Książki czynią nas ludźmi, a korzystanie z ich dobrostanu odróżnia od zwierząt.

Miała Pani problemy w trakcie pisania? Jakąś blokadę bądź chwile zwątpienia, że czytelnicy odrzucą Pani książkę?

Czas, w którym zaczęłam pisać „Ślady życia” był ostatnim etapem życia mojej ukochanej mamy. Dzieliłam dni na pisanie, które wcale nie było odskocznią, i opiekę nad ciężko chorą. Teraz mogę się przyznać, że miałam okresy zwątpienia, nie tylko w pisanie, ale i w samo życie, jako takie. Towarzyszyły mi bezsilność i rozpacz, ktore powodowały wybuchy buntu. Blokady trwały wiele dni, i nie myślałam o czytelnikach. Nie byłam pewna czy chcę by to co piszę czytali inni ludzie. Dopóki nie podjęłam decyzji o zadedykowaniu tego cyklu moim dzieciom. Tego się uchwyciłam. A kiedy podpisałam umowę z Repliką, zdecydowałam się wystawić owoc mojej pracy na ciosy, bo nie należę do osób, które są przekonane o swojej nieomylności i doskonałości.

Gdyby mogła Pani stworzyć z kimś autorski duet, kto by to był? Dlaczego akurat ta osoba?

Korci mnie stworzenie duetu, ale projekt jest w powijakach. I to nie jest żaden pisarz. Mężczyzna, co najmniej trzech mężczyzn. Do trzech powieści, wspólnie napisanych. Zatem, czytelniku, drżyj z niepokoju, bo za rok może wystartujemy!

Gdyby miała Pani możliwość wcielenia się w któregoś ze swych bohaterów i przeżycia opisywanej przez Panią historii, kogo by Pani wybrała i dlaczego?

Kiedyś byłby to na pewno Wiliam Barlow, bo tak do mnie przyrósł, jakby był alter ego! Dziś nie wybrałabym nikogo. Żyję wieloma postaciami, kiedy piszę. Trzymam im rękę na pulsie.

Zdradzi nam Pani czy przyśniła się Pani kiedyś historia, którą przeniosła Pani do swej powieści?

Nie przytrafiło mi się, jak dotąd, nic podobnego. Wszystko wymyślam na jawie, i raczej na trzeźwo! Inspiruje mnie muzyka, już dwa razy zaczynałam powieść, która układa mi się w głowie, kiedy słucham pewnego psychodelicznego utworu. Ale nie zdradzę, jakiego. Przynajmniej nie dziś …

Co najbardziej Pani lubi w Świętach Bożego Narodzenia?

Posiadanie dużej rodziny. Wspólne śpiewanie kolęd, choć moje dzieciaki nigdy tego nie lubiły, to jednak kultywujemy, przynajmniej dopóki ja żyję, coś tam jeszcze zaśpiewamy. To wspólnota, obecność, pasjans pokoleniowy, w którym od trzech lat uczestniczy też mój wnuczek.

Jakie zimowe zabawy najmilej Pani wspomina?

Przede wszystkim wspominam śnieżne zimy, jakie od wielu lat już się nie trafiają. W Poznaniu od lat mróz nie może się spotkać ze śniegiem, a jeśli już to na krótko, nad czym szczerze ubolewam. Jako dziecko biegałam z sankami do zmroku, suszyłyśmy z koleżanką nasze przemoczone ciuchy na klatce schodowej, gdzie był kaloryfer, nim wróciłyśmy do domu. Niewiele to dawało, ale bałyśmy się takie mokre wracać, bo zdenerwowane mamy wlepiały klapsy na zmarznięte tyłki, a moja kazała mi moczyć nogi w wodzie ze solą, i te przemarznięte, czerwone stopy okropnie swędziały. Zjeżdżaliśmy z górek na skraju lasu, i często kończyli trasę na zamarzniętym stawie. Robienie orła w pierwszym śniegu, tego się nie da zapomnieć, smak śniegu też dobrze pamiętam. I ciągłe uwagi, by nie jeść, bo brudny. Nikt tego wówczas nie słuchał.

Czym jest dla Pani SŁOWO?

Materiałem twórczym, uniwersalnym, ogólnodostępnym, niezwykle plastycznym. Za pomocą słów ludziom się zdaje, że panują nad światem, tymczasem oni manipulują innymi, używając sloganów, powtarzanych kłamstw, fałszywych proroctw. Słowem wydają wyroki, niweczą czyjś wysiłek, decydują o przyszłości. Lub gloryfikują. Słowo może być modlitwą i przekleństwem. Dzieli, łączy, godzi i skłóca, wyraża pogardę i szacunek. Daje nadzieję, określa pasję, lub wszystkiemu zaprzecza. Umiejętnie wykorzystane bywa poezją, nośnikiem duchowych i moralnych wartości, lub pustką, która czyni tylko wiele hałasu, zaprowadza chaos.

Jeśli istniałaby szansa, że stworzony przez Panią przepis na piękne życie, sprawdzi się- wykorzystałaby to Pani, a jeśli tak, to jaki by on był?

Umiejętność dobrego, pięknego bycia wyrabiamy w sobie cały czas, bo wszyscy marzymy o spokoju, o dostatku i miłości. Z upływem lat dojrzewa w każdym z nas Arkadia, kraina bycia sobą, zachowania jako takiego zdrowia. Dla mnie jest to życie u boku kochanej osoby, troska o nią, wspólne spędzanie czasu, planowanie przyszłości, dzielenie zainteresowań. Dobrze jeśli w pobliżu byłoby morze, bo jest ono w moim życiu jeszcze jednym ważnym, samodzielnym bytem. Oraz zwierzęta, bo dzieci już wydoroślały i nie zamierzam im już niczego dyktować. Jeśli kochamy, i jesteśmy kochani, nie potrzeba wcale wielkich pieniędzy, wystarczy zaufanie, poczucie humoru, kreatywność, zamiłowanie do natury, dążenie do ładu, i podobne pojmowanie wolności.

Czy uważa Pani i wierzy, że osoby zmarłe przychodzą do nas w snach, i chcą nam coś przekazać albo przed czymś ostrzec?

Tak, odwiedzają nas wczesnym rankiem, o świcie. Ale ja nie mam złych doświadczeń, nikt mnie dotąd nie ostrzegał. Nie żyją moi rodzice, często o nich myślę, lecz jakoś nie chcą mi się przyśnić. Sny miewam rzadko, bo mało śpię, zwykle je szybko zapominam.

***

Całość do przeczytania na blogu

https://cyrysia.blogspot.com/2020/12/wywiad-z-anna-rybkowska.

 

 

 

2 thoughts on “Wywiad

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.