Współczesny Mikołaj nie jest święty.

 

Marketing zabił świętego już dawno, nadmiarem seksu a czasem i przemocy, w obrazkach i memach, którymi dzielą się zwykle dorośli. Wizerunkowo utonął w marcepanowych dekoracjach, został pomalowany złotym pokostem, a ja sobie moge ponarzekać, jak przystało na sarkastyczną starą babę!

Na jakieś dwa tygodnie przed tym dniem mówi się dzieciom, że przyjdzie do nich z upominkami, jeśli będą grzeczne. A jeśli rozrabiają, to nie.  

Zapominamy kim był, i co sobą reprezentował.

Przynosił głównie słodycze, i był preludium do Świąt Bożego Narodzenia. Moje dzieciaki dostawały kalendarze adwentowe, z opóźnieniem, i to je bardzo cieszyło, bo w gratisie było wyjedzenie czekoladek z uprzedniego tygodnia, wszystkich, na raz! A potem się działo to co zwykle, czyli pilnowanie, by ktoś nie pożarł za dużo. Moje dzieci były niejadkami, nie przepadały nawet za słodyczami. Mogły leżeć na widoku, nigdy nie były łakome. Któregoś roku na pomysł z kalendarzami wpadli też dziadkowie i ciocia, więc jadło się z okienek, przez cały karnawał! Zwłaszcza, że ta czekolada jest bardzo słodka,  i czekoladopodobna.

W zeszłym tygodniu szłam do wnuka, i drogę przeciął mi jadący na rowerze Mikołaj. Czyli rosły facet w czerwonej czapce i ubranku, obszytym sztucznym, białym futrem, w czerwonych spodniach z filcu i wysokich, czarnych buciorach. Podzwaniał kilkoma dzwonkami u tych swoich „sań”, a w przyczepie, owiniętej czerwonym filcem w białe gwiazdki, wiózł prezenty, zapewne do jakiegoś przedszkola. Mój wnuk ma chorą na covid nauczycielkę, i jest na kwarantannie. Pomyślałam, ze smutkiem, że nie dostanie prezentu od „prawdziwego” Mikołaja, ale wiem, że nawet w tych przedszkolach , gdzie nie wykryto nikogo z wirusem, dzieci będą tylko z oddalenia śledzić jego poczynania, bo obecnie nie wpuszcza się nikogo do środka, zachowuje środki ostrożności itp.

Niedawno trzyletni wnuczek zapragnął noszenia maseczki, zapytał dlaczego on jej nie zakłada. Czy może mieć swoją, najlepiej z Psim Patrolem? Ewentualnie w deseń ze samochodami terenowymi. Dzieci nie zdają sobie sprawy z zagrożenia nie mają tego ciśnienia co dorośli, i całe szczęście, bo i tak sytuacja okrawa je z normalnego dzieciństwa.

Co do moich osobistych potyczek z Mikołajem… W zerówce bałam się tego dziada potwornie! Ale przyniósł moją ulubioną czekoladę z orzechami.

Wcześniej przebierał się za niego tato, i wierzyliśmy, że jest prawdziwy, dopóki brat nie natrafił na jego, uszyte przez mamę przebranie … I nie znalazł waty, z której była wykonana, doklejana broda. Moja oszczędna mama nie wyrzuciła jej, bo zużyła na nią dużą paczkę waty, i wierzyła, że jeszcze „może się przydać”

Co do kolęd i okołobożonarodzeniowych piosenek, dopiero w dorosłym życiu zaczęłam ich słuchać z profesjonalnych nagrań. W domu śpiewaliśmy kolędy sami, brat miał donośny głos ale fałszował, i śmialiśmy się z tego oboje; a przy wigilijnym i świątecznym stole towarzyszyło nam Mazowsze, z długogrającej płyty, którą kiedyś kupił tato. Lubię te amerykańskie stare głosy; Nat King Cole’a, Sinatry, Presleya, Eathy Kid, Deana Martina itd. Ale nade wszystko uwielbiam Jima Reevsa, i jego cudowny baryton. Polskie wykonania i nowe utwory bożonarodzeniowe pociągają mnie znaczniej słabiej. Im nowsze, tym mniej. Nie dotyczy to anglojęzycznych nowinek, szczególnie lubię remake „Santa Claus ” , w feministycznym wykonaniu Miley Cyrus.

Ale to już zupełnie inna historia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.