Wściekłość, i inne na „w”

 

 

Cytat z linku poniżej,

grafika

Magdalena Pankiewicz (@pankiewicz_illustration)

Dlaczego akurat słowo „wypierdalać” jest adekwatne do sytuacji?
Jest krótkie, szybkie, dynamiczne, zawiera w sobie wyraziste „r”. A to „r” w sąsiedztwie głoski „d” brzmi mocno. Osobiście na swoim instagramowym koncie wzmocniłam to „wypierdalać” innym: „kurwa mać”. Nawet moja mama, która nie toleruje przeklinania i też prowadzi Instagram, napisała do mnie krótko – „świetny post”. Słowo, które robi błyskawiczną karierę, pokazuje siłę emocji i nie jest przejawem agresji. A „jestem wściekła” jest zdecydowanie za słabe. Pamiętajmy, że o tym czy coś jest agresywne, czy stanowi formę przekazu, decyduje intencja. Kobiety krzyczące „wypierdalać” nie krzyczą w formie ataku. Krzyczymy, by się bronić. To nie agresja. Słowa najbardziej podłe, okrutne i agresywne padają w przestrzeni publicznej z ust poważnych osób, mówiących spokojnym, kojącym głosem i piękną polszczyzną. W rzeczywistości jednak są atakujące, agresywne.

Rozumiesz tych, którzy się oburzają na wulgarny język?
Ależ na wyeliminowanie wulgaryzmów z przestrzeni publicznej jest bardzo prosty sposób. Wystarczy zmienić prawo, które pozwala na tortury wobec kobiet i pożegnać się z pomysłami regulowania ich płodności za pomocą kar. Od łamania tabu zaczyna się przecież każda rewolucja. Przyznam, że kiedy zobaczyłam wymalowane na kościołach hasła, między innymi nasze „wypierdalać”, w pierwszym odruchu oburzyłam się. Pomyślałam: „Nie, nie, nie! Nie wolno niszczyć miejsc kultu religijnego, to wandalizm”. A potem przyszła inna refleksja. Że dobrze, trudno. Każda rewolucja ma swoje ofiary, inaczej nic się nie zmienia. Pierwsze słynne zdjęcie z czasów ruchu solidarnościowego pokazuje Lecha Wałęsę, który skacze przez płot. Dziś symbolem rewolucji obyczajowej może być słowo „wypierdalać”. Powtórzę: miłe już byłyśmy. I nie chcemy po raz kolejny słuchać o rozmaitych konsensusach.

Skala emocji jest olbrzymia, skoro przekleństwa cisną się na języki ludzi, którzy na co dzień nie używają wulgaryzmów.
Przekleństwa zarezerwowane są dla zdarzeń nagłych, reakcji wybuchowych. Wyrażają skrajne emocje, jak na przykład złość czy euforię, służą ich rozładowaniu. Poza tym pełnią funkcję terapeutyczną w tym sensie, że redukują frustrację. To bardzo ważne, bo jeśli czegoś nie odreagujemy, to problem gotowy. Bo wszystko to w nas zostaje. Porównałabym to do ciągle wypełnianej rozmaitymi rzeczami walizki. Nie można jej w nieskończoność pakować, bo grozi to pęknięciem zamka. Dlatego każde wyrażanie emocji jest dobre, oczywiście dopóki nie ranimy tym innych ludzi. Ale obserwujemy rewolucję, więc wszystkie chwyty dozwolone.

Sądzisz, że nie „pandemia”, nie „lockdown”, ale właśnie „wypierdalać” może się stać słowem roku 2020?
Nie może, nie powinno, a musi. Jeśli nawet moje koleżanki psycholożki, lekarki psychiatrii używają tego słowa w przestrzeni publicznej, to znaczy, że jakaś granica naszej wytrzymałości została przekroczona. My, specjalistki mówimy „wypierdalać” po to, żeby dać sygnał, iż w tej sprawie nie ma w nim nic złego. Nawet najgrzeczniejsze dziewczynki można doprowadzić do furii.

Słowo roku 2020 – wściekłość na barykadach

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.