Wniebogłosy

W-NIE-bo-Głosy…
Zwykle rankiem dopada mnie oświecenie; nim wstanie słońce, lub księżyc zboczy na manowce, spać. I nim zdołam odkleić od siebie powieki drugiego oka, wpada do głowy jakiś tekst, głupi, lub jeszcze głupszy. Bo rankiem sypią się do mnie różne wiadomości, od przeróżnych gości. A która kobieta nie lubi mieć w zanadrzu paru „adoratorów”, którzy nie traktują jej wprawdzie poważnie, ale sam fakt, że zadają sobie trud posłania palcem, obrazka kawy i ciastka (bywa, że o czwartej nad ranem; skąd, u bogaojca, wiedzą, że mam nienormowany czas czuwania i spania?!!), albo świeży filmik o pandemii, albo chociaż świński mem. To lepsze przebudzenie niż bezceremonialna kocica, która siada ci na twarzy, albo znienacka wspakuje na popiersie, i drze się, bo dawno już powinnam się nauczyć, że ona około trzeciej przed świtem jest głodna i czeka na moje konkretne oznaki kulinarnej inwencji. A tu miski wołają o pomstę do nieba, bo puste. Zbieram się z łoża boleści, lezę do łazienki, potem szukam czegoś w pustej lodówce, wyłażę na balkon, i – jeśli nie trwa pod nim jeszcze pielgrzymka, starcza, dokościelna – szukam natchnienia, co dalej? Zwykle znajduję, jakieś niekonwencjonalne menu, dla kota. Im bardziej niekonwencjonalne, tym lepiej. A dzisiaj znalazłam w kącie zaległą butelkę PORTO. Nie lubię, ale … jak się nie ma co się lubi, trzeba wypić co się ma! I darowanemu koniowi się w zęby nie zagląda. To bye! Idę …popracować. Znaczy się, popracować. POPRACOWAĆ, o matko!

6 thoughts on “Wniebogłosy

Pozostaw odpowiedź Marek zegarek Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.