Uśmiech i ekstaza.

 

Zastanawialiście się kiedyś nad tym, jak bardzo podobne, bliskie sobie, są ekstremalne doznania; zarówno te bardzo przyjemne, jak przykre? Wyraz twarzy w ekstazie miłosnej, i w upokorzeniu cierpieniem, jakże są sobie pokrewne!

Od kilku dni złapało, i trzyma. Nieznośny ból w prawej stronie mnie, obejmuje bark, przedramię, odcinek szyi, i chwyta szponem, jak drutem kolczastym! Wciska się nachalnie w krawędź szczęki, sprawia, że z trudem opanowuję chęć wykrzyczenia, jak dojmująco jestem udręczona. Porażenie nerwów, w trakcie pandemii. Ironia losu, kwintesencja chaosu.

Seria jak z karabinu maszynowego, uśmierzona pigułkami, które wyłączają czucie, i w dziwaczny sposób aktywizują myślenie. Mam, do wyboru: albo wyć i skowyczeć, albo błądzić po krawędzi snu i jawy, niczym napakowany prochem automat do wytwarzania obłąkanych wizji!

Ucisz się, monstrum wszechobecnej męczarni, siedź cicho, nie wyj jak samotna wadera, nie wykonuj zbędnych ruchów, nasyć ten stan dostateczną ilością słów, i trwaj w swoistym sacrum czarnej jak kruk Edgara Allana P., euforii.

Boskiego Uniesienia!

 

rpt

Tak, mam ciało, i ono mi o sobie bezustannie przypomina. Mam też odruchy. Naturalność czmychnęła w popłochu, skryła się w głębokiej norze, jak gryzoń, przyłapany na śmietnikowej buszonadzie, wśród odpadków. Na jej miejscu pojawił się kłopot z wstawieniem wody na herbatę, z ubraniem się, ze snem, bo żadna ze stron mego ciała nie jest dostatecznie wyłączona z obiegu.

Jakimż szczęściem bywa sprawność i brak cierpienia! Już sama jego świadomość powinna wystarczyć! Ludzie, którzy od rana narzekacie, bluźnicie przeciw własnemu stanowi, pogody ducha, i praktyki bycia niecierpiącymi!

Przed laty, podobny atak rwy kulszowej sprawił, że „łykałam” trochę płytkiego snu z głową w meblościance, przykryta kocem, nie rozstająca się ani na moment ze swoim księgozbiorem, bo tylko pokręcona jak paragraf  byłam w stanie zażyć paru marnych kwadransów ukojenia.

Jestem coraz starsza, i bredzę w malignie.

Za oknem wybuchło oślepiające słońce! Jeśli zdołam uśmierzyć tortury, wyjdę na spacer, powalczę z poczuciem bylejakości. Dam prztyczka w nos frenezji.

OBY!

P.S. Wiem, o czym śpiewa Marie! Ale jej tembr głosu doskonale oddaje moje pipiskiwania, i zakłocenia na łaczach! Nie muszę szukać słow, znalazłam w tej piosence klimat bólu, graniczący z ekstazą, z samounicestwianiem.

2 thoughts on “Uśmiech i ekstaza.

  1. No cóż! Matka Natura tak nas skonstruowała, musiała to robić w pośpiechu i nie wszystko poszło jak należy. ?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.