Toast za miłość!

 

Nie ma piękniejszej historii miłości.

Tragicznej, i wyciskającej łzy.

 

Przeczytałam książkę w wieku piętnastu lat, kiedy niewiele mogłam powiedzieć o wielkich, prawdziwych uczuciach; czekały mnie w życiu dobre i przykre doświadczenia. Nie miałam wówczas pojęcia, jakie.  Wzięłam ją na wczasy z rodzicami i babcią, w Sosnówce. Babcia oswajała osy za pomocą pudrowych pastylek, miętówek, bo kwaterowaliśmy w pensjonacie, i mieliśmy balkon od strony kuchennego zaplecza, gdzie lądowały wszystkie odpadki ze stołówki. Tam też grasowała spora chmara tych owadów, i nie było dnia, żeby kogoś- o dziwo, poza mną- nie użądliły! Pamiętam ich zawzięte wirowanie wokół żyrandola, pod sufitem. Ojcu właziły za kołnierzyk od koszuli. A ja się ich okropnie bałam, i jakoś mnie to nie spotkało. Babcia, mądra choć nieuczona kobieta, kupowała miętówki i wystawiała je na balustradzie balkonu. Osy gęsto obsiadały cukierka, i po jakimś czasie odlatywały, a po nim nie było śladu! Ale już nas tak masowo nie nawiedzały w pokoju.

Czytałam aż do ostatniej kropki; jak zaczęłam, nie mogłam się oderwać. Rodzice wiedzieli, że jestem mól książkowy, miałam tę przypadłość po ojcu, toteż nie zwracali mi uwagi, że cały dzień łaże nieobecna, z nosem w powieści. Skończyłam w nocy, kiedy wszyscy spali. I oczywiście finał rzewnie opłakałam, jak przystało na klasyczny melodramat. Najbardziej wzruszyło mnie pojednanie Oliviera z ojcem.

Kiedy chlipałam jak bóbr, zbudziłam ojca, bo byliśmy wszyscy rozlokowani w jednym pokoju. Spytał dlaczego tak ryczę, co się stało. Odpowiedziałam, zacinając się i becząc,( a zużyłam wówczas rolkę papieru toaletowego, bo nie było chusteczek), że skończyłam czytać „Love sory” . Znał film, bo obejrzeli go wspólnie z mamą w kinie, toteż mruknął tylko,: „ eh, te baby”, i odwrócił się na drugi bok.

To była pierwsza książka, nad którą płakałam.

Nie ostatnia!

Zaś film i jego znakomici aktorzy …

 

Co tu gadać, było i jest the best!

 

***

P.S. Co roku na zimę oglądam po sto razy „Zabawę w śnieżki”, i słucham tego kawałka cudownej muzyki niezpomnianego mistrza, Fracisa Lai.

 

 

P.P.S. …a, o tym nie napiszę, to moja słodka tajemnica, najbardziej tajemnicza na świecie!