Tetralogia.

I oto nadszedł ten moment, gdy Anna Rybkowska oddała w ręce czytelników czwarty, a tym samym ostatni tom tetralogii – “Ślady życia”. Pory roku zatoczyły pełen krąg – zaczynając od “Uśmiech zimy” (recenzję znajdziecie TUTAJ), poznając “Smak wiosny” (recenzję znajdziecie TUTAJ), zatrzymaliśmy się na moment przy “Dotyk lata” (recenzja TUTAJ), aż w końcu dotarliśmy do części “Zapach jesieni”.

Zanim przejdę dalej, zaznaczę – nie można tych tomów czytać na wyrywki, wskakiwać w sam środek historii, chcąc poznać tylko jakiś drobny fragment. Wszystko w tej opowieści łączy się ze sobą, zazębia i nawet krótka nieuważność przy czytaniu, bądź pominięcie chociażby jednego rozdziału skutkować może dezorientacją, zagubieniem, bądź też niewłaściwym zrozumieniem całości.

Berenikę, główną bohaterkę cyklu spotykamy tuż po dramatycznych wydarzeniach tomu trzeciego, który zdecydowanie zakończył się przysłowiowym “wow”! Nic więcej nie zdradzę, Wydawnictwo Replika bowiem odpowiedzialne za pojawienie się tego tytułu w księgarniach, zdecydowało się na bardzo lakoniczny opis tego, co czytelnicy odnajdą na kartach tej powieści. Po prostu będziecie musieli przekonać się sami, zwłaszcza że zakończenie wprawiło mnie w niemały szok.

Część tajemnic Nabokowa zostanie ujawnionych, prawda w kilku wypadkach ujrzy światło dzienne, ale nie spodziewajcie się do końca zrozumieć magii tego miejsca, w którym czas płynie innym torem, nie zawsze w sposób, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni.

Filozoficzny charakter całej tej historii w pewien dyskretny sposób nasilił się w porównaniu z na przykład pierwszą częścią cyklu. Lektura wymaga od czytającego nie tylko absolutnego skupienia, o którym pisałam już wcześniej, ale też refleksji bądź też zajęcia jakiegoś określonego stanowiska w przytaczanej kwestii. Przyznam, że momentami miałam wrażenie, iż czytam jakiś średniowieczny traktat o śmierci, grzeszności człowieka i jego słabostkach, ale też pouczającą opowieść o tym, że to, „co wypada” nie zawsze jest tym, co chcemy zrobić.

Styl Anny Rybkowskiej jest bardzo bogaty, plastyczny, ale w zależności od potrzeb i danej sceny może nagle stać się oszczędny, wręcz wulgarny, jeśli tylko ma on na celu podkreślenie pewnych elementów wypowiedzi czy zdarzenia. Dialogi stanowią bardzo mocną stronę całości, nadają bowiem tej historii cech realizmu i przyznam szczerze, że nie wyobrażam sobie, aby były napisane w grzeczniejszej, gładszej czy też mniej sarkastycznej formie.

O postaciach nie ma co pisać, autorka już na samym początku tetralogii włożyła ogromną ilość pracy w stworzenie doskonałych rysów poszczególnych bohaterów, ale też konsekwentnie pozwala im ewoluować, dorastać bądź po prostu dojrzewać w miarę rozwoju akcji. I tak jak przy pierwszym tomie pokochałam Igora, tak po przeczytaniu ostatniego tomu, dochodzę do wniosku, że jest to moja ulubiona postać z serii „Ślady życia” i mam nadzieję, że autorka pokusi się o stworzenie powieści, w której to właśnie on będzie grał pierwsze skrzypce.

Podsumowując: trudna, ale jednocześnie ciekawa książka o życiu i śmierci oraz czasie, który nieubłaganie przecieka nam przez palce. Powieść, która wymaga od czytelnika inteligencji, empatii, ale też nieco szerszego spojrzenia na świat.