Taka sytuacja.

Kolejka w „Biedronce”.
Elegancka nieznajoma, tuż przede mną, kładzie na pasie jedno opakowanie Petit Beurre! Płaci banknotem dwustuzłotowym. Kasjer jęczy, że od rana w ten sposób wyszły mu wszystkie drobne! Kolejna osoba zmienia pieniądze z bankomatu, żeby udać się na rynek po warzywa. Nie wytrzymuję, przysuwam paczkę herbatników do swoich zakupów i oznajmiam:
– Kupię pani te ciastka, bo płacę kartą. Prezent, na dobry dzień. Smacznego!
Idę dalej, na ów rynek. Stragany, jak stragany, przy każdym po jednej osobie, pusto albo tylko ktoś przechodzi obok. Do jednego stoiska kolejka długa na cały rynek. Staję w niej, bo tu się sprzedaje bez prowizji. Czereśnie po cztery złote, morele po sześć, malinowe pomidory za trzy złote, młode ziemniaki za złotówkę…
Za mną ustawia się młoda kobieta, z kilkuletnim szkrabem na rękach, w wózku śpi niemowlę. Starszy chłopczyk pyta mamę dlaczego muszą stac? Odwracam się, mówię do młodej mamy:
– Pani ma prawo podejść bez kolejki, proszę.
A do stojącej przede mną emerytury, płci obojga, dodaję glośno:
– Prawda, że państwo są tego samego zdania?
Odpowiada mi zacięte milczenie. Jakiś osobnik ze środka kolejki informuje:
– Ja tylko po ziemniaki.
Kobieta z dziećmi odzywa się do mnie:
– Dziękuję pani, wolę stać, niż narażać się na nieprzyjemności.
Dobrze, że stoimy w cieniu.
***
Wspomnienie sprzed lat, o czym najlepiej świadczą ceny warzyw o owoców.
Już nic nie kosztuje złotówkę.
Oraz brak maseczki.
Reszta się zgadza.
***
Zdjęcie z netu.