Recenzja Zastrońca, na którą czekałam.

 

Anna Rybkowska wybrała sobie ciężkie zadanie. Pisać językiem pięknym i literackim o sprawach zwyczajnych? Opisywać te zwyczajne sprawy niezwyczajnie? Wziąć na tapet temat właściwie obyczajowy a wyciągnąć z niego naprawdę dobrą prozę?
To nie jest ani łatwe, ani opłacalne zadanie, bo czytelnik, często przyzwyczajony do pewnych udogodnień sięgając po tę książkę może się naprawdę zdziwić.
Autorka postawiła wysoko poprzeczkę i nie chce utonąć w klimacie „typowej obyczajówki”:, ale wyciągnąć z opowieści to coś, ten klimat, humor, sarkazm, te okruchy życia, które to życie czynią życiem z jego sennymi majakami, cała tą oniryczną otoczka, tym pomieszaniem jawy i snu, które zna każdy choć nie każdy przywiązuje do tego uwagę.
Gdzieś w zimowym uśpieniu, w marazmie oczekiwania, w kłopotach i samotności nadchodzi wiosna, ale też nie wiadomo co przyniesie.
To bardzo ciekawa zabawa w przeplatankę pomiędzy realizmem, nostalgią, a pewną dozą magii, ale nie takiej prostej raczej ukrytej, podskórnej, senno wiosennej.
Autorka wprowadza swoją bohaterkę w kolejny etap życia, a tym etapem jest wiosna, która nie do końca współgra z nastrojem i podejściem Bereniki do samej siebie, do życia i niestety do pojawiających się problemów, a do tego klimatyczne miejsca i wiele mówiące wydarzenia.
To nie jest cukierkowa obyczajówka, w której on ja kocha, ona kocha jego kolegę, ale na koniec kupuje sobie tusz ro rzęs i świat staje się lepszy.
No wiem, że przesadzam, nie ujmuję nic powieściom obyczajowym, choć za nimi nie przepadam, ale nie lubię takich napisanych na kolanie, które przedstawiają życie jak Instagramowy obrazek z życzeniowością myślenia jako radą na wszystko.
Książka Anny Rybkowskiej nie podpiera się schematami, wodzi czytelnika za nos, ale i „za duszę”, bo człowiek się zastanawia co się stanie z tą dziwną opowieścią, czasami wręcz „dziwaczną”, ale równoczesne tak realną bohaterką, bo przecież nie ma żadnej gwarancji na happy endy i łatwe rozwiązania. Nie wiadomo co autorce w duszy gra, a pomysły ma naprawdę ciekawe i mocne.
Polecam czytelnikom, którzy lubią książki niezwykle, nietuzinkowe, pogmatwane, wymagające myślenia, ale też odczuwania.
Bardzo intrygująca, pełna emocji, wręcz plastyczna opowieść o przeżywaniu, także i życia. Każdego dnia.
Żeby nie było, ja nadal tak jak (gdzie pisałam o części pierwszej) TUTAJ uważam, że okładka jest nieadekwatna do treści i klimatu, ale rozumiem, że seria, to seria.
Zachęcam.
***
***
P.S. Dziękuję. Przytaczam tu całość recenzji bo pochodzi od pisarki.
Od pisarki, która pisze prozą i tłumaczy innych prozaików.
Od pisarki, która sama pisze i robi to świetnie!
A nidzie nie jest powiedziane, że pisarz musi koniecznie dobrze pisać.
Nie jest to lukrowanie wzajemne, tylko stwierdzenie faktu, i bardzo na czasie.
Zapraszam na Zastrońca, bo warto!