Powiastka.

 

 

Była sobie woda i plaża.

I był spokojny wieczór, po upalnym dniu.

Zmęczony poseł wysiadł z samochodu. Zrzucił z siebie garnitur, i pomyślał jak fajnie byłoby uwolnić się na kilka minut z okowów obowiązków i formy. W ślad za tym impulsem gatki od Armaniego pofrunęły na piasek, a ich właściciel z ochotą wskoczył w odmęty. Nagle spostrzegł, że nie jest sam. Obok pływał inny facet, jak się w rozmowie okazało – bardzo spontaniczny, i sympatyczny. Miło było znaleźć bratnią duszę… Jakiś czas wymieniali uwagi, o życiu i mistyce. Potem ów mężczyzna grzecznie się pożegnał i oddalił. Poseł, zauroczony spotkaniem, kontemplował je przez kilka minut w samotności. Jakby spotkał bratnią duszę. Wyszedł w końcu na brzeg i zauważył, że nie ma jego rzeczy.

Ani dokumentów, ani kluczyków od samochodu. Ani nawet notesu i pióra. Zastał tylko nędzną kupkę byle jakich łachów i kartkę, a na niej słowa:

Zastanawiałem się, czy niegodziwie będzie zabrać Ci ubranie.

Jesteś mądrym człowiekiem.

Ale w wodzie wszyscy jesteśmy tacy sami.

Dopiero na brzegu leżą różnice.

Więc skorzystałem z okazji.

Wasza AR

P.S. Dobrego…