Ogród

 

Ogrody to osobna działka w moim fotografowaniu.

I cała historia, związana  z bliskimi, pokoleniowo. Bo było ich kilka w mojej rodzinie. Dziadek miał dwa na Starołęce; jeden był ciemny i rosło w nim zawsze mnóstwo gruszek i śliwek. Miał zieloną, ponurą altanę, do której nikt nie wchodził, za to pełno w niej było pająków. Wielkich jak wiśnie, o czym mnie lubił zapewniać starszy brat. Altana ponadto miała przedpokój z oknami w ozdobne skosy z listewek, w których były umieszczone szybki, a w nim dwie ławeczki, i w środku stał chybotliwy stół sprzed wojny, oraz krzywe krzesła kuchenne. Na stole była cerata w owoce, którą babcia tam położyła. Dziadek gotował wodę na kozie, a głównie zaparzał w szarym garnku siemię lniane, które mi się brzydziło, bo się ciągnęło z łyżeczki jak śluz z nosa. Kochany staruszek obiecywał, że jak wypiję, zgniatając zębami te małe, oślizgłe pesteczki, to mnie nigdy nie będzie bolał brzuch. I może dlatego, że nigdy tego nie piłam, tylko ukradkiem wylewałam w pokrzywy, za altaną, boli czasem jak cholera? Każdej jesieni zmuszano mnie do jedzenia słodkich, ulepnych gruszek, z których sok spływał mi po brodzie, i kleiło się wszystko, i brat mi zawsze pokazywał, jak zjada nawet ogryzek, z pestkami, i wyrzuca w krzaki sam ogonek. Pamiętam, że mama smażyła z węgierek powidła.

Drugi ogród był słoneczny, znacznie dłużej się do niego szło, i wszyscy lubili w nim przesiadywać na leżakach. Ciotka, najmłodsza siostra mamy, właziła po drabinie na dach altany, wyłożony papą, i opalała się. Dziadek hodował tam pomidory i ogórki, rosły floksy i astry, lilie, i były piękne krzewy róż. A także bez. Na wewnętrznej stronie drzwi do ogrodowego schronienia wisało lusterko, a pod nim obrazek z brzóskami, które miały cieniutkie gałazki,a an nich mnóstwo maleńkich listeczków. To był obrazek malowany przed wojną przez mojego dziadka. Razem z babcią, każdej niedzieli po południu rozkładali farbki, pędzelki, i na tekturkach malowali; ona białe domy za płotem, gęsi u ruczaju, polne kwiaty, zaś dziadek obrazki rodzajowe, ogrody i las. Przypominały dzieła Nikifora, drobiazgowym podejściem do szczegółu. W dzieciństwie byłam zachwycona tymi brzózkami, dopóki mama mi ich nie obrzydziła, mówiąc któregoś dnia, że to amatorskie malowanie, z zakłóconą perspektywą, naiwne i jaskrawe w kolorach. Do dzisiaj pamiętam brzózki, ale po sprzedaniu ogrodów, nikt sie nimi nie przejmował. Szkoda, po wielu latach wszyscy żałowaliśmy, że nikt nie zatrzymał ani jednego obrazka dziadków. Część pochłonęła oczywiście wojna. Z pozostałych nic się nie zachowało.

Ale się rozgadałam! A miało być tylko wspomnienie, jako pretekst do współczesnych fotografii. O innym ogrodzie dziadka, a potem mojej mamy, opowiem kiedy indziej. Zdjęcia są z Krzesin. To czwarty ogród mojego dziadka, a jego koleje losu wspomnę innym razem. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.