Moja Mama

 

KRYSTYNA HAŁASZYN
1934-2019

Artystka, która nigdy nie umiała być egoistką. Pomagała wszystkim, podchodziła do ulicznych pijaków z sercem na dłoni, i sprawdzała, czy żyją! Potrafiła zapytać żebraka, czy ma rodzinę, i dlaczego oni pozwalają mu na poniewierkę.

Czasem mnie zwyczajnie irytowała!
Bo tworzyła dopiero wtedy, gdy już wszystko inne było zrobione, a ludzie wokół niej zaopiekowani.

W swoim życiu spotkała się z niewdzięcznością, brakiem sumienia i zwykłą podłością. Ale nigdy jej to nie oduczyło bycia Człowiekiem. Najpierw, i przede wszystkim. Uczciwa do bólu!

Studiowała malarstwo w Akademii Krakowskiej. Dyplom z rzeźby u profesora Bazylego Wojtowicza. Była jego ulubioną studentką, i bardzo zawiodła kiedy wyszła za mąż i urodziła syna, na ostatnim roku. „Szkoda, że woli pani być zaniedbaną mężatką, niż artystką”, miał kiedyś rzec.

Malowała, rzeźbiła, flirtowała z ceramiką, grafiką, projektowała karty menu do poznańskich kawiarń, i okładki do książek.
Brała rozmaite chałtury, by podratować domowy budżet, i wesprzeć w tym trudzie ojca. Wyrabiała z waty i filcu, odpowiednio; kurczaki na Wielkanoc, bałwany na Boże Narodzenie. Latami anonimowo projektowała okolicznościowe karty do drukarni.

To dzięki jej determinacji i tytanicznej pracowitości nigdy nie odczułam, że jest nam ciężko, a bywały trudne okresy. Pracowała przy lampie, do późna w nocy, a towarzyszył jej nasz kot.
Pamiętam jak kiedyś zagościły u nas w domu wielkie dechy, na których odbijała przez szablon olbrzymich Leninów. Takie były czasy. Nie angażowała się w politykę, choć miała swoje zdanie. Przede wszystkim myślała o utrzymaniu rodziny.

Zaśmiewaliśmy się z bratem, gdy pewnego dnia, wymalowała przez szablon sto etykietek WARSZTAT ŚLUSARSKI. Jedną z nich brat ukradkiem powiesił na drzwiach do kuchni, gdy inkasent odczytywał licznik gazu. Bardzo zresztą tym skonsternowany (inkasent, nie brat).

Aranżowała wystawy w Muzeum Rolniczym w Szreniawie. Starannie dopieszczała atrapy poszczególnych gatunków ziemniaków, pomidorów, buraków, cebuli… Najpierw z gliny. Potem robiła odlewy z gipsu. I malowała. A także plansze o pasiekach, pszczelarstwie, i duży model ula. Od pierwszej klasy mojej podstawówki zatrudniona do malowania pomocy „naukowych”, które potem jeszcze wiele lat służyły innym dzieciakom. Oczywiście w czynie społecznym.

Po studiach pracowała jako nauczycielka wychowania plastycznego i zajęć technicznych w liceum. Organizowała resztki krawieckie, zwoziła wory z odpadami z różnych poznańskich zakładów, angażowała przypadkowych ludzi do pomocy przy organizacji ciekawych zajęć, i miała uczniów, którzy wspominali ją jeszcze po wielu latach, z powodu kreatywności. Do dziś mam w domu książki w fachowej introligatorskiej oprawie, malowane ręcznie i unikatowo naczynia, dzieła jej uczniów.

W latach sześćdziesiątych, dziewczyny były jej nieskończenie wdzięczne, za cierpliwą naukę szycia modnych ciuchów. A od chłopaków dostawała miłosne liściki, bo długo wyglądała na małolatę!

Były też w jej dorobku mozaiki, transparenty, etalaż i makro grafika na Międzynarodowych Targach Poznańskich.
Lubiła German i Połomskiego, ceniąc tych artystów za dykcję i kunszt interpretacji. Ale potrafiła polubić moich idoli, w tym Jima Morrisona, którego dla mnie malowała na tekturze, bo nie było tak łatwo o zdjęcia i plakaty, jak dziś. Zwłaszcza w przypadku zmarłych artystów.
Ba! Ona z upodobaniem słuchała The Weekenda, którego przedstawił jej wnuk! Tylko stale go myliła, pytając na przykład: Czy to najnowsze nagranie Andy’ego?

Zdaję sobie sprawę, że zaczynam ją przypominać, w myleniu nazwisk.

W czasie wojny pokochała kurę, zainstalowaną w warsztacie dziadka, który był szewcem. Kura mieszkała w szufladzie. Przywieziona od rodziny ze wsi jako kurczątko, otrzymała imię, i każdego dnia znosiła jedno jajko w specjalnie na te okazję uwitym z trawy gnieździe. A potem wyłaziła z szuflady i godzinami siedziała małej dziewczynce na kolanach. Karmiona przywożonym ze wsi ziarnem i odpadkami z kuchni. Dla kilkuletniej dziewczynki nie istniała kategoria wojny. Dla niej kura była towarzyszką, dbała o nią i opiekowała się. Podkładała gazety, i wynosiła nieczystości. Wymieniała sianko i wodę do picia. Nikt jej nie musiał o tym przypominać. Kura była jej światem, kiedy za progiem szalała ludzka nienawiść. Pewnego dnia babcia przytomnie zauważyła, że ta idylla nie może trwać w nieskończoność, wkrótce mięso starej kury nie będzie zjadliwe; żywiła ją przecież z myślą o jajkach, a potem o dobrym obiedzie dla licznej rodziny. Zabiła zwierzę, ugotowała z niej rosół, gdy mama była w szkole. W matczynej trosce cieszyła ją perspektywa nakarmienia licznej rodziny.
Ale rozpacz dziewczynki była ogromna!
Nie ruszyła niczego przez tydzień. Po prostu głodowała z tęsknoty i żalu, gdy inni się objadali i cieszyli. Babcia wiele razy powtarzała po latach, że gdyby była w stanie to przewidzieć, kura przeszłaby na emeryturę, i zdechłaby u nich ze starości.

Mama szyła mi dosłownie wszystko, począwszy od piżamek, a skończywszy na futerku z króliczych skórek, którego zresztą bardzo nie lubiłam, za dobrze pamiętając karmione trawą i mleczem, kochane zwierzaki, na ogrodzie u dziadka.
Miałam ładne sukienki i płaszczyki. Nawet kapelusze! Nigdy nie bawiłam się lalkami. Dzięki niej posiadałam oryginalne przytulanki, kiedy nikt takimi zabawkami się nie bawił. Niektóre dzieciaki mówiły mi, że mam brzydkie zabawki, ale ja kochałam je najbardziej na świecie. Uszyte żaby, misie, lalki i hipopotama. Głupkom pokazywałam język i odwracałam się gorszą połową, by nigdy im tego afrontu nie wybaczyć!
Kochałam te stworki z gałganków, wynalezionych na wsiowym strychu starej chałupy, w rodzinnych stronach mojej babci, gdzie przez kilka lat spędzaliśmy letnie wakacje. O wyjątkowych, wymyślonych przeze mnie imionach. Rozmawiałam z nimi, tak jak z wielu wyimaginowanym postaciami, i jestem wdzięczna mamie, że nigdy nie zaprowadziła mnie do psychiatry, jak radziły jej „życzliwi”. Byłam dziwnym dzieckiem, które żyło w swoim świecie. I manifestowało tę odmienność na każdym kroku.

Mama zawsze mnie rozumiała. Miała do późnego wieku licznych, szarmanckich adoratorów; po kres życia lubiana i podziwiana. Zarazem pełna poświęcenia, bezkompromisowa, i bez reszty oddana mojemu tacie. Dla niej przysięga małżeńska obowiązywała do końca zycia, i nie podlegała żadnym negocjacjom.
Nie byli idealnym małżeństwem, ale się kochali. I szanowali. Pod koniec życia mama zmagała się z ciężką chorobą, i bardzo cierpiała. Ojciec odszedł prędzej. Gdy dowiedział się, że mama ma raka, postanowił umrzeć przed nią, i uczynił wszystko, by tak się stało.

Oswoiłam jej życiową przestrzeń. Wróciłam do mieszkania rodziców; zamieszkałam w pokoju, w którym odszedł mój tato. Dzieci pomogły mi go odmalować, odświeżyć, zamienić meble, poustawiać wielkie donice z kaktusami i drzewkiem szczęścia.
Każdej nocy budzę się po kilka razy, ale nie ma w tym lęku, jest coraz bardziej kojące poczucie bliskości i przywiązania.
Pośród jej rzeźb, i paru przedmiotów, których nie potrafiłam wyrzucić. Jej kilku ubrań, które na mnie pasują. Torebek, które przechowuję ze czcią, i czasem ze sobą zabieram. Jej grzebienia i lusterka. Nadal mają w sobie moc, jej energii i miłości.

Tęsknię za nią każdego dnia, bo z upływem lat stała się niezawodną przyjaciółką, której mogłam powiedzieć wszystko. Choć tego nie uczyniłam.

Ale mam wrażenie, że to, do czego nie odważyłam się nigdy przyznać, ona już wie. Czuję, że nadal jest przy mnie. Teraz się uśmiecha.

 

       

   

6 thoughts on “Moja Mama

  1. Pięknie przedstawiłaś swoją mamę. To obraz kobiety pięknej pod każdym względem, mądrej, zaradnej, a jednocześnie skromnej. Wzruszyłem się. 🌷🌷🌷🌷🌷🌷

  2. Ona to wiedziała zawsze. Matki wiedzą. Tylko udawała, że nie wie, żeby Cię nie krępować.
    Piękny wpis o pięknej mądrej kobiecie. Wzruszający.
    Dziękuję i pozdrawiam.

  3. Aniu, z wielkim wzruszeniem czytałam Twoje wspomnienia o Mamie, Jej życiu i działaniu. Była piękną KOBIETĄ i tak bardzo podobną do mojej Mamy, która też troszczyła się o ludzi, o zwierzęta, malowała, szydełkowała, robiła na drutach. Obie miałyśmy szczęście mieć tak wspaniałe Mamy, myślę, że mogłabyś napisać wspomnienia o swojej i wydać. <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.