Love actually!

Już pora!!!
Każdego roku, na kilka tygodni przed Wigilią,
zaczynam przypominać sobie ukochane świąteczne filmy, słuchać ulubionych piosenek.
Wśród nich „Love Actually” jest bezkonkurencyjne!!!!
Genialny zbiór wątków i epizodów, przy których śmieję się i płaczę!
ZAWSZE.
Polskie podróbki są depresyjne i beznadziejne.
Z naszych produkcji sięgam po „Niespotykanie spokojnego człowieka”, z Kłosińskim w olbrzymim kożuchu,
i „Noce i dnie”; przejmujący odcinek o Piotrusiu, który rozgrywa się w śnieżnych plenerach.
A Wy, co wybieracie najchętniej?
***
P.S. Nie oglądam „Kevina”, gdyż źle znoszę wyłupiastość oczu Macaulaya C.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.