rpt

Lockdown

 

Dziś się załamałam. Moja twarz wygląda obco, uśmiech jest przylepiony, jakby mnie przerobiono w fotoszopie! Krzywa, sztuczna, głupia, tandetna! Dolepiona do szyi głowa w postaci brzydkiej pacynki. A to światło? Dzikie niebo o zachodzie, różane cukrowe baranki, takie same jak przed wojną. Babcia i mama wspominały. Krwawe niebo, zapowiedź końca. Nasz świat umiera, odchodzi, dlaczego właśnie teraz? Tyle hiobowych wiadomości, tyle cierpienia, strachu, niepewności wokół nas. Tyle bylejakości, uporczywego dreptania w miejscu. 

Co nas czeka? Święta, jakiegoś Bożego Narodzenia? Dlaczego pozamykano kina, w których na seansie siedzi czasem jeden człowiek? Wystawy? Ktoś jeszcze chodził, coś oglądał? Zatykam uszy, zamykam oczy, nie chcę!

Sama, jestem ciągle, bezustannie sama, a teraz jeszcze bardziej. Co robić? Kisić buraki? Czosnek upychać? Piec chleb? Segregować zdjęcia? Jazda tramwajem jest jak wejście do dżungli, gdzie zamiast wielkich drapieżników krąży mały, niewidoczny, śmiertelnie niebezpieczny wirus. Dość mam zajęć zastępczych. Gadam sama do siebie. Nie ma przy mnie nikogo bliskiego. Do kogo zadzwonić, i po co? Wszyscy mówią o tym samym, albo udają, żeby nie zwariować! Jak najmniej myśleć! Niczego sobie nie wyobrażać! Na nic już nie czekać. Nie ma sensu. Ktoś mi dzisiaj powiedział, że czuje się tak, jakby żył w równoległym świecie; wszystko jest obok, ale nie dzieje się realnie. Tylko za szybą. Jacyś ludzie tam biegają, jak mrówki, ale coraz mniej ich widać; wkrótce znikną, wyparują…

Czym wypełnić bezsenność? Nie umiem udawać, że jest normalnie. Mam w głowie paskudny, trujący gulasz. Ze słów i emocji, z nadrabiania miną, ale ile można? Do tego upiorne poczucie bezsensu, dosłownie we wszytkim. 

4 thoughts on “Lockdown

  1. Anno też jestem sama , trochę za dużo lat i różnych dolegliwości. Jestem z grupy wysokiego ryzyka.
    Wydawałoby się, że dzień za dniem taki sam, a jednak kiedy się kończy, a kończy się koło 1 w nocy doceniam to, że wobec zagrożeń, o których się czyta i słucha udało mi się przeżyć ten dzień normalnie, jak zawsze. Zapominam , że nie ma kina, nie ma zakupów, nie ma ludzi, spacery codziennie tą samą trasą, albo wcale.
    Zadowalam się tym co jest….. muszę przecież trochę rano oprzątnąć, coś przygotować na obiad / tego właśnie najbardziej nie cierpię/ coś tam przeprać…. broń Boże nie telefonować po to by słyszeć to samo….. chyba, że muszę natychmiast podzielić się jakimś zachwycającym fragmentem z książki, którą czytam, lub pośmiać się wspólnie…… albo wysłuchać bardzo samotnej, bliskiej koleżanki ze złamaną nogą. Najbardziej lubię siedzieć w poezji, szukać wierszy do blogu, ilustracji do nich…. to mnie zupełnie oddala od jakiegoś Lockdownu. Nie lubię od pewnego czasu telewizji, oprócz Faktów nic nie oglądam…. acha cały czas towarzyszy mi radio TokFm….. często ma mądre i ciekawe audycje. O wydarzeniach politycznych i nie tylko czytam prawie codziennie z Oko Press. Wydawałoby się – nudny dzień. A i tak wydaje mi się za krótki.
    Wieczorem nie dziękuję Opatrzności, że jeszcze żyję, bo jestem niewierząca. nie wierzę też w celowość przypadków. Po prostu cenię sobie, że przeszedł następny dzień bez niespodzianek. Mógł być przecież gorszy…. lub całkiem zły…. nie leżę zdana na zmiłowanie boskie, czy czyjeś. Mam sprawne wszystkie kończyny i umysł chyba też…… może za bardzo się rozleniwiłam i dużo odkładam na następny dzień / są to przeważnie bardzo przyziemne rzeczy, czy czynności. /
    Nieraz brakuje mi naszych długich rozmów z bliską koleżanką… przestała mnie odwiedzać, by czegoś nie przynieść,,,,, telefoniczne rozmowy nigdy ich nie zastąpią.

    1. Piękny opis, niby zwyczajnego życia. Trzeba mieć własną niszę, przytulny schron; i uciekać do niego w chwilach zagrożenia, zwątpienia, gdy ogarnia nas ta zewnetrzna parnoja. Nie mam od lat telewizorni, bo odmóżdża! Radia już nie słucham, bo za mało dnia, i wolę muzykę, której nigdy dosyc. Polityki unikam, te wszystkie sattystyki sa przerazające, a żyć trzeba. Uciekam do książek, czytam mądrych ludzi, unikam nowości literackich, mam swoich starych ukochanych mistrzów. Staram sie żyć spokojnie, kameralnie. Telefon? Tak, ale u mnie to albo długa pogaduszka z przyjaciółką, której opowiedziałam wszystko, tak jak ona mnie. Albo konkrety, zawodowe, i lojanościowe, z dziećmi. Wiem, że mają swoje sprawy, już dorosłe. Te „załamki” spdają na mnie często, ale też znikają. Życie trzeba przeżyć. Pomaga mi zachwyt nad światem, muzyką, pięknem, którego jest tak wiele. Ale nie istnieje nic na tyle pewnego, by zachować tak zwany święty spokój.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.