Jestem, ale mogłoby mnie nie być!

 

 

 

Nie jestem zwykła, jak te Twoje baby. Funduję ścieżkę zdrowia, wyczerpujący marsz lub galop. Zmienna jak fale na morzu. Ale to dlatego, że mnie niewystarczająco kochasz. Gdybyś tak kochał, tęsknił i myślał o mnie, byłoby inaczej. Miotam się ze wstydu, że tak na mnie dziko i niesprawiedliwie padło, wmawiam sobie, że to pomyłka, idiotyczna zmiana adresu; nie wiem dlaczego, po co tyle myśli w mojej głowie nocami, kiedy czytać nie mogę, bo przychodzi znużenie, a jak tylko zgaszę światło- zaczyna się to okropne fandango, ten rytmiczny łomot beznadziejnych rojeń.

I leżę skulona, licząc gwiazdy, jak niepotrzebny bagaż, zbieram je do wora na plecach, niosę i trudzę się, diabłu na kapelusz, bo jesteś obojętny! I uczciwy, to ci przyznać muszę, bo nie podsycasz moich pragnień, lecz je skutecznie gasisz. A czego pragnę? Przecież nie Twego ciała, tylko duszy, chce ją przytulić (jednak… razem z ciałem), marzę byś za mną tęsknił, był ckliwy i troskliwy, opiekuńczy, byś się mną interesował, byś myślal, myślał, myślał, i przypominał mi o tym. I nie potrafił się ode mnie uwolnić, żadną siłą! Byś czuł to co ja, czyli pragnienie bliskości, podkręcanej naprzemian rozmową i milczeniem, dotykiem, pośpiechem, i wspólnym trwonieniem czasu.

Ile go jeszcze przed nami?

Czy warto się tak szamotać, sprzątać, biegać, zapobiegać?

Nie unikniemy śmierci, sam wiesz.

Grzechem jest taka rozłąka!

1 thought on “Jestem, ale mogłoby mnie nie być!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.