Jajo dinozaura.

 

Związki na odległość są dobre, ale, krytycznie przyznaję, od doopy strony; i tu nie chodzi o preferencje analne. Wymyśliłam substytut kochanka, i chyba go opatentuję! Miejcie na uwadze, że to jest moja koncepcja, i od nikogo jej nie wykradłam.

Pamiętacie szał na dinozaury? Po premierze „Jurrasic Park” w 1993 roku wybuchła obłędna moda na paleontologię! Nagle pojawiły się ubrania i ubranka z charakterystycznym logo, słodycze w kształcie diplodoków i triceratopsów; zabawki, naczynia, niezliczone ilości duperelków i gadżetów. Albumy z tysiącem (sic!!!!) dinozaurów. Amerykańscy uczeni odkryli całe pokłady tych stworzeń, a spece od marketingu skomercjalizowali to dobro w tak pięknym stylu, że nie było na świecie człowieka, który by o dinozaurach nie słyszał! Się okazało, że ich aż tyle kiedyś, biegało!

Doskonale to pamiętam, bo po pierwsze,  jak wiadomo, na starość najlepiej  pamięta się minione epoki, a zapomina gdzie położyło okulary, dosłownie przed sekundą. Po drugie …kurcze, zapomniałam co chciałam napisać „po drugie”! A…!!!!!!!

(…)

Po drugie w tym samym roku przyszedł na świat mój syn, i znakomicie pamiętam, jak siedziałam na wypełnionej po brzegi (sic!) sali kinowej, z mężem i znajomymi. W domu zostały z dziadkami nasze wyrodnie porzucone dzieci, w tym brutalnie odstawiony od piersi syn. Tylko ówczesny brak komórki w torebce sprawił, że nie dzwoniłam co pięć minut, by zapytać czy akurat nie umiera z głodu  na butelkowej diecie,  lub nie ryczy z tęsknoty, nie tylko za moimi cyckami z mlekiem, ale i za mną jako całokształtem nieodpowiedzialnej, egoistycznej matki.

(Ewentualnie nie porwali go z łóżeczka kosmici!)????

Co to ja miałam?

(…)

A tak, yyyyyy… O modelu kochanka miało być.

To naczy, jego atrapie.

Substytucie.

Ja to umiem robić dygresje! Rozwijać temat, swobodnie przechodzić do meritum. Przygotowywać grunt pod właściwe treści!

(…)

Wspomniałam o dinozaurach, bo wśród wielu bajerów i wynalazków były w sprzedaży jaja, zabawki dla dzieciaków. Kupowało się takie jajo, suche i twarde. Wkładało do słoja wypełnionego wodą, i cierpliwie czekało, aż nabierze wilgoci, i spuchnie. Po około dwóch dobach ledwo się w słoju mieściło, tak było napęczniałe. Ostatecznie pękało w niewidocznych wcześniej zarysach, a ze środka wyglądał mały T.Rex. T. Rexy były najlepsze, bo drapieżne, potencjalnie ludzkożerne, z wielkimi zębami. Każde normalne dziecko było w siódmym niebie! Tylko gorsza wersja była przereklamowana (jaj, nie dzieci), bo nie można było tego przytwierdzonego do podłoża stwora wydłubać, i automatycznie wzniecał się ryk, wynikający z niemożności dalszego oswajania gada!

I wracam do „Księgi rodzaju”.

Gdyby ukochanego zasuszyć? Wiem, wiem, jego temperament uciekł by w podskokach na samą propozycję! Ale, zaraz… uno momento! Nie na stałe, tylko w celach podróżnych. Dalekobieżnych. Zasuszony, zmielony, w postaci proszku, jak oranżada, którą się drzewiej paluchem wyjadało,  z papierowej torebki, w jakże odległym (świetnie zapamiętanym, prawda?) dzieciństwie? Teoretycznie wystarczyłoby  go nie wyjadać po drodze, zalać w domu wodą i…

(…)

Przedobrzyłam! Sproszkowany nie nadawałby się do niczego! Aż taka filigranowa to ja nie jestem.  Unikam wprawdzie wielkich torebek, ale…  Coś tam jeszcze uniosę, do walizki na kółkach, wcisnę! Jeśli we dwoje, potem, na niej usiądziemy. Wróć, Rybkowska, nie szalej! Weź ołówek wyjmij z magnetofonu kasetę, i przewiń.

Nie w tę stronę!

No!

(…)

Lepszy byłby jednak model jaja. (Niepotrzebnie się wyrwałam z moimi durnymi konceptami) Wystarczyłoby samo zmniejszenie faceta, do gabarytów krasnoludka.

Człowiek, każdej płci, głównie składa się z wody.

Niektórzy ze sodowej.

Wysuszenie nie tylko gwarantuje trwałość ( wierność też?), zachowanie witamin i mikroelementów.  Zastępuje zamrażanie. Gdyż hibernacja też przyszła mi do głowy ( na czas nieobecności?) nie zmniejsza gabarytów, a o nie tu najbardziej chodzi, zwłaszcza w trakcie pandemii, i wiszącego nad głową lockdownu. Cały czas mam na uwadze związki na odległość, przypominam.

Przewiezienie liliputa w torebce nie sprawiłoby żadnej trudności. Może dałoby się to regulować za pomocą odpowiedniego odsysacza, wsuniętego w usta? Czyli tak, gdzie wielu ma rozum. U panów wolę dalej nie dociekać… Rozum też się składa z wody. A moja koncepcja jest uniwersalna, nie dotyczy tylko kogoś konkretnego. Bo się właśnie rozpędziłam, dla dobra moich walczących sióstr.

Suchego „hobbitka” , po przewiezieniu, wkładałoby się na noc do wanny, napełniało ją wodą, i rankiem… Tak około piątej…

(…)

Się rozmarzyłam.

(…)

Gwarantuję, że taka postać faceta byłaby uniwersalnym dobrem każdej przedsiębiorczej, i zakochanej, kobiety! Należałoby dopracować swobodny, dowolnie regulowany proces odsysania. Bezinwazyjny. Może w trakcie chrapania? Bo prawie każdy z nich chrapie. A jak śpi, to tak mocno, że narkozy nie potrzeba.

Uniknęłoby się tym sposobem kolizji z EGO.

Bo, jak wiadomo, jego EGO nie zawiera wody. I nie istnieją żadne rozsądne metody, na pomniejszanie.

***

P.S. Wspomniałam o substytucie? Duży błąd, nie wzięłam pod uwagę wolności jednostki.

Czyli…dochodziłby jeszcze proces klonowania? Pffff…  Bo jak znam mojego faceta, to miałby swoje zdanie! Atrapa, to duplikat? Czegoś podstawowego, i doskonalszego. O, kurde!

NIEPOWTARZALNEGO?!

 

4 thoughts on “Jajo dinozaura.

  1. Rybkowska.
    To się nazywa mumifikacja naturalna.
    Z tym ususzeniem, znaczy.
    Jak do tej pory, za życia się nikomu nie udała, ale…
    Skoro już powiedziałaś A, to konsekwentnie czekam na wstrząsający ciąg dalszy.
    Masażysty lepiej, o tym, nie informuj, bo może być zacofany naukowo i będzie lipa.
    Upij go, przy najbliższej okazji i…

    P.S. 1
    Spirytus też wysusza!

    P.S. 2
    Normalnym kobietom wystarczyłby odkręcany siusiak!
    Przecież pierwszy wibrator skonstruowała Kopernik!

    P.S. 3
    A tak, w ogóle to:
    Cipę sobie ususz, zwyrolu!!! 😀

    1. Hahaha!!!!
      P.S. Uprawiam gustowne winopicie, spirytus kojarzy mi się z życiem pozagrobowym.
      P.P.S. Najwidoczniej jestem nienormalna, bo potrzebuję też ramion, ust, głosu, czułości, dłoni, wspólnego milczenia, pichcenia w garach, udanych zakupów, i śmiechu, do rozpuku, i bez grzechu.
      P.P.P.S. Przeczytałam trzy razy, oszołomiona. Jeszcze mi nie przeszło. Odp., jak wyżej. Czy cipie wystarczy odkręcany siusiak? Stereotypy, niedobre nawet dla Ksantypy! Noooo… to dorobiłam się hejtu. Ponoć to sukces medialny, gdy ktoś ci wymyśla…Ale żeby od cip? To podobno synonim nierozgarniętego faceta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.