E-BOOKI

TRAILER DO „KSIĘGI CIENI”

 

DO POBRANIA ZA DARMO

      

     

 

E-BOOKI PŁATNE

   

   
TU JEST DEMO                TU JEST DEMO

 

 

TU JEST DEMO

„Choć nie chcesz pamiętać o przeszłości, ona nadal istnieje…”
Zabawne, bo to zdanie pojawia się teraz na okładkach wielu książek. U mnie było już w 2015 roku, można sprawdzić. Jest tylu autorów, i taki zalew powieści, że nie sposób zachować oryginalność, być kimś niepowtarzalnym. To jak z fotografią. Możemy się bardzo starać, ale wszystko już było. „Lawendowy” nie miał nigdy brania, ani za wielu recenzji w necie. Zachęcam do czytania, to kawałek moich marzeń. I znów ze skrzypkiem, w treści. Zupełnie jakbym jeszcze w tym czasie bujała się w Davidzie Garrettcie! Wątek kryminalny nie przysłaniał zafascynowANIA. Był taki filmik z koncertu w Paryżu. Chłopaki grali cover Nirwany „Smells Like Teen Spirits”. Twarz Davida w zbliżeniu, jasne rozwiane włosy, multum wirtuozerskiej gestykulacji za pomocą smyczka, naprężone do granic szleństwa struny. Rozbujany taniec, oszołomienie i urzeczenie. W otoczce czerwonego światła z klubu. Po występie potargany Garrett rozpuścił swoje włosy, i …kokieteryjnie poprawił fryzurę, ku uciesze piszczącej widowni. Towarzyszyła tym gestom euforia i aplauz. Oglądałam ten kawałek milion razy, nie bacząc na swoje lata, i fakt, że powinnam być stateczna! Uwielbiam Davida z pierwszych lat jego wielkiej kariery, nim na dobre wciągnęła go machina show biznesu, i zaczął wyskakiwać z każdej niemieckiej lodówki! To znaczy pojawiać w towarzystwie dziwnych ludzi, i jako gwiazda żenujących programów. Pośród jarmarcznych połykaczy ognia, drwali itp. Brał udział w tak wielu koncertach, że niebezpiecznie nadwyrężył mięśnie, tytaniczną pracą. Niemcy traktowali go jak Amerykanie gumę do żucia, coca colę, czy hamburgery, a on za namową menago zgadzał się na wszystko. Już mniej fanatycznie traktuje tego artystę. Nie podążam ślepo za jego pomysłami. W tym roku DG skończył 40 lat, i najwyższa pora by przestał być enfant terrible skrzypiec. Ojejku, to było już tak dawno, kiedy pisałam „Kapelusz”, że jakoś nie czuję bohaterów. Stella i Tristan. Specjalnie dałam im takie imiona, zarazem realni i wyjęci z pudełka osobliwości. Autentyczni i kiczowaci.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.