Czasem jedno zdanie zmienia wszystko!

 

Wczorajszy spacer w miłym towarzystwie,

czyli z tytką kapusty kiszonej, z ziołami i utartą marchewką,

wyjadaną palcami; nie znam nic lepszego!

A potem wizyta w bibliotece, z ogromnie – i zawsze! – naburmuszoną panią, za kontuarem.

Nigdy mi nie odpowiadała na „dzień dobry”!

Ale wczoraj rozmroziłam ją totalnie, wołając już od progu:

O! Jakże pani pięknie wygląda! Jak to pani robi, że jest coraz młodsza?

Stała za kontuarem z pleksi, miała na twarzy przyłbicę, i dzięki temu zauważyłam jej reakcję. Zmęczona, znużona pustką, w suchym powietrzu przegrzanego pomieszczenia, miała dość, jak prawie każdy! 

Mars ustąpił miejsca grymasowi, który nie tylko zatrudnił kilka mięśni twarzy, ale i rozlał miód na sercu! Naprawdę, świat pojaśniał, mimo paskudnego smoga, a moje pytanie o książkę Andy Rottenberg potoczyło się po smudze blasku, jak po drodze na letnisko, ku słońcu i wiecznej szczęśliwości.

Wstąpiłam do namiastki raju, nie tego, Miltona, lecz „Ogrodu rozkoszy ziemskich” Boscha. Co najmniej!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.