Co autor miał na myśli!

Nie o takie Polskie walczyłem, miał kiedyś rzec Lech Wałęsa.

Dzięki słowom tej wspaniałej recenzji mogę zakrzyknąć, jak ktoś wcześniej, że nie ocenia się książek po okładkach. A wszystkim, którzy uważają, że tylko okładka jest w tej powieści godna uwagi, a jej zawartość konsekwentnie, i wprost proporcjonalnie-rozczarowuje – składam podziękowanie za wyczucie, i żegnam bez żalu, bo nie dla takich czytelników była przeznaczona.

DZIĘKUJĘ

https://iwonabanach.blogspot.com/2020/12/usmiech-zimy-anna-rybkowska.html

Ta książka, która ubrana została w szatę typowej powieści obyczajowej jest jednak czymś nieco bardziej skomplikowanym i literacko o wiele bardziej bogatym, erudycyjnym i wymagającym od czytelnika pewnego skupienia. Nie ma tu zbyt łatwych rozwiązań, ani lekkiego podejścia do tematu.
Można by powiedzieć, że autorka wychodzi od schematu, ale natychmiast go odczarowuje, bo ani spadek nie załatwia sprawy, ani Bruno nie jest księciem na białym koniu, ani wioska na Podlasiu nie jest Paryżem, a sielskości w niej jak na lekarstwo. 
Autorka tworzy bohaterkę, która bardzo średnio radzi sobie w życiu i do tego życia podchodzi dość zwyczajnie. Pracuje bo musi. Wypycha jednorożce, pakuje czekoladki, siedzi na kasie, ale te posady są jakby obok niej.
Ma też, jak każdy, swoje tajemnice. 
Rozwiedziona, z dorosłymi już dziećmi usiłuje sobie ułożyć życie brnąc w układy niezbyt korzystne, ale bardzo życiowo prawdziwe. Jak to mówi jeden z bohaterów „ma serce, ale brak jej rozsądku”. Tu, można by powiedzieć jest cała prawda o Berenice. Bierze życie takim jakim jest, klucząc pomiędzy wszystkimi zobowiązaniami, które na siebie wzięła. Usiłuje dogadać się z dziećmi, z którymi nie jest zbyt zżyta, z matką ze stomią (co jest istotne), ojcem zza szafy, kotami, psami i kochankiem, który nie jest potentatem od kabanosów.
Czasami chciałoby się nią potrząsnąć widząc jak sama sobie robi krzywdę, ale w następnej chwili zdajemy sobie sprawę, że to „życie, a nie powieść”, TAK, właśnie tak. Autorka tak właśnie to opisuje, że czujemy podmuch „prawdziwego” życia, bez upiększeń i ułatwień… 
Dom, w którym zamieszkuje bohaterka jest więzieniem (w pewnym sensie), nadzieją (też w jakimś sensie nią jest), wspomnieniem, nagrodą i karą równocześnie, a pamiątki (zza grobu, słowne, i przecież nie tylko słowne) pozostawione przez dawnego znajomego (o ile można to tak określić) wcale nie ułatwiają sprawy.
Literacko książka jest bardzo ciekawa bo autorka robi całe mnóstwo aluzji do muzyki, literatury, w ogóle do świata, bawi się słowami, pokazuje swoje naprawdę wielkie możliwości, ale także wchodzi w podlaską gwarę. 
W wielu powieściach autorzy dość powierzchownie używają spadku jako sposobu na ułatwienie (upiększenie) życia bohaterom, tu jednak to właśnie ten spadek jest „śladem życia”, innego, dawnego, a sam tytuł powieści „Uśmiech zimy” to trochę bardziej złośliwy uśmieszek, niż serdeczny uśmiech. 

Trochę dziwi okładka, która nie wykorzystała potencjału książki, nie wykorzystała tej jakże interesującej mrocznej nutki, która się przez nią przewija i choć jest piękna, to jednak nie oddaje klimatu książki. 
Językowa perełka, która łączy wiele gatunków i wychodzi poza nie dodając do opowieści trochę thrillera, ciut romansu, trochę (ale bardzo niewiele) bajki. Istotne jest też podejście do zwierząt. 
Przyznam, że okładka mnie trochę zmyliła i gdyby nie ona sięgnęłabym po tę książkę dużo wcześniej. 
Lubiącym literaturę obyczajową (z naciskiem na słowo „literaturę”) bardzo polecam, mnie ona przywodzi trochę  na myśl (przez narrację i język) powieść Gertruda Hessego, a musicie przyznać, to jest komplement.Autor: Iwona Banach 02:52:00

1 thought on “Co autor miał na myśli!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.