Blogerka nie zostawia suchej nitki!

 

 

Berenika jest kobietą w średnim wieku, rozwódką mieszkającą razem ze swoimi schorowanymi rodzicami, matką dwójki dorosłych dzieci i prawie babcią. Pewnego dnia otrzymuje nieoczekiwany spadek po Maksymilianie, znanym artyście malarzu, a jej byłym kochanku, o którym niestety nie ma miłych wspomnień. Otrzymuje posiadłość w maleńkiej podlaskiej wsi, lecz aby zatrzymać spadek musi zamieszkać tam przez rok. Dostaje również tajemniczego pendrive’a z zapiskami i nagraniami mężczyzny. Berenika zostawia wszystko i przenosi się do „swojego” nowego domu. Miało być sielsko, ale okazuje się, że dom skrywa wiele tajemnic i zaczynają się w nim dziać różne dość zagadkowe rzeczy. Czy kobieta wytrwa rok w domu, który otrzymała, czy zrezygnuje ze spadku? Czy uda jej się zaprzyjaźnić z miejscowymi czy stanie się dla mieszkańców wsi wrogiem? Co takiego stało się w przeszłości Bereniki, że romans z malarzem jest przykrym wspomnieniem? [opis wydawcy]

    Anna Rybkowska jest poznanianką, studiowała kulturoznawstwo WNS UAM. Jej pasją jest fotografia, podobno zepsuła już kilka aparatów. Jest zauroczona kulturą żydowską, odwiedza stare cmentarze i dawno zapomniane bożnice. Uwielbia słuchać muzyki i ma ogromny szacunek do muzyków, gdyż nuty od zawsze stanowiły dla niej zbiór równie niedostępnych sensów, co chińskie znaki czy kabała. Jako pisarka zadebiutowała w roku 2009 powieścią „Nell” wygrywając ogólnopolski konkurs Wydawnictwa Red Horse na powieść kobiecą. Jest autorką takich książek jak „Jednym tchem”, „Zwolnij kochanie”, „Odszedł ode mnie” czy „Lawendowy kapelusz”.

    Twórczość autorki miałam okazję poznać podczas czytania trylogii ”Nell”, traktującej o losach brytyjskiego muzyka rockowego Williama Barlowa zakochanego do szaleństwa w  czterdziestoletniej Polce Natalii Skowrońskiej, mężatce i matce czwórki dzieci. Seria ta szalenie przypadła mi do gustu, ponieważ owocowała lawiną nieprzewidzianych zdarzeń, potężnym wirem szaleństwa i ogniem namiętności. Dlatego, gdy otrzymałam propozycję zrecenzowania najnowszej powieści pt. ”Uśmiech zimy” – nie wahałam się ani przez chwilę. Z entuzjazmem zabrałam się za lekturę i niestety z każdą przeczytaną stroną rosło moje rozczarowanie i zniechęcenie. Liczyłam na intrygującą powieść obyczajową, pełną ciepła, humoru, ważnych przemyśleń, jak i ludzkich problemów, z których można wyciągnąć jakąś cenną lekcję. Tymczasem otrzymałam zwyczajną, trochę nudną opowieść o wszystkim i o niczym. Takie jest przynajmniej moje odczucie. Wielka szkoda, wszak autorkę stać na bardzo wiele. Wróćmy jednak do samego sedna fabuły.

     Poznajemy Berenikę Popielewską, matkę dwójki dorosłych dzieci, która po rozwodzie z mężem wylądowała u rodziców, opiekując się nimi, kiedy zachodzi taka potrzeba. Pewnego dnia jej spokojną egzystencję burzy zawiadomienie z kancelarii prawnej o odczytaniu testamentu. Okazuje się, że niejaki Maksymilian Ewaryst – wielki artysta malarz, zapisał jej swoje siedlisko na zachodnim skraju Puszczy Białowieskiej, we wsi Chorzępowo. Sama posiadłość nosi nazwę Naboków. Jest jednak jeden warunek. Berenika musi mieszkać w odziedziczonej posiadłości przez co najmniej rok. Mimo początkowej niechęci, kobieta decyduje się przyjąć nieoczekiwany prezent. Dlaczego dostała majątek od zupełnie obcej osoby? Co z tego wyniknie?

    ”Uśmiech zimy” to pierwsza część serii ŚLADY ŻYCIA, która już na pierwszy rzut oka czaruje nas swoją niezwykle klimatyczną okładką. Żałuję, że nie mogę powiedzieć tego samego o zawartości powieści. Rzadko wystawiam negatywne opinie, ale w tej sytuacji poczułam, że nie mam innego wyjścia, jak być szczerą z Wami i  z samą sobą. Książka nie spełniła moich oczekiwań, a potencjał, jaki w niej zauważyłam, został całkowicie zmarnowany. Wprawdzie pod względem warsztatu pisarskiego nie mam autorce absolutnie nic do zarzucenia, a wręcz muszę pochwalić, że mocno się poprawił od czasów debiutu. Język jest prosty i przyjemny w odbiorze, opisy barwne i plastyczne, a dialogi umiejętnie okraszone  gwarą podlaską. Znacznie gorzej wypada warstwa fabularna: nic się nie dzieje, ciągle oczekiwanie na jakąkolwiek akcję, brak głębi i jakiś kontrowersyjnych uczuć, które często kłócą się z rozsądkiem. Nic na to nie poradzę, że odbieram to w taki sposób.

    Świetnym pomysłem było poruszenie wątku skomplikowanych relacji między Bereniką a Maksymilianem. Oboje poznali się na uczelni artystycznej, gdzie ona pracowała w charakterze modelki, zaś on był jednym z wykładowców. Błyskotliwy, przystojny – od razu skradł jej uwagę. Wkrótce potem zostali kochankami. Jednak pewien wstrząsający epizod definitywnie przekreślił ich znajomość. Co się takiego wydarzyło?

”Czuła, że nosi w sobie niezabliźnione rany, które znów się otwarły i broczą paskudną treścią. A może to wstyd ją tak przygniatał i dręczył? Jej wstyd, choć nie ona powinna się wstydzić.”

    Niezmiernie ubolewam nad tym, że tak ważny i bolesny temat został zepchnięty na boczny tor i nie stanowi jakiejś solidnej bazy dla powieści. Wszak poniekąd to, co doświadczyła Berenika stało się swego rodzaju zapalnikiem do podjęcia przez Maksymiliana rozporządzeń testamentowych. W efekcie powieść dużo traci na wartości.

    Główna bohaterka jest najmocniejszym, a zarazem najsłabszym elementem książki. Z jednej strony ujmuje swoją dobrocią, bezpretensjonalnością i empatią w stosunku do zwierząt. Z drugiej zaś drażni infantylnym zachowaniem i dziecięcą naiwnością. Nie dość, że tkwi w związku z mężczyzną, który traktuje ją lekceważąco, to na dodatek proponuje dopiero co poznanemu facetowi swoją kwaterę i samochód. A przecież mamy do czynienia z dorosłą osobą, która powinna mieć choć trochę godności oraz instynktu samozachowawczego. Nikt nie jest idealny, każdy człowiek ma wady i zalety, aczkolwiek miałam nadzieję, że autorka pokusi się o pozytywną wewnętrzna metamorfozę tej postaci, dając tym samym dobry przykład, że bez względu na wiek, status materialny, społeczny czy życie uczuciowe – nigdy nie jest za późno, by odmienić swój los, zawalczyć o siebie i o swoje szczęście. 

    Nie przypadł mi również do gustu wątek miłosny, nakreślony bez polotu, bez romantyzmu i bez zaangażowania. Berenika od dwóch lat spotyka się z Brunem, trzykrotnie żonatym osobnikiem, który często bywa wulgarny i prostacki, w dodatku ma problemy z alkoholem.

”…nauczyła się jednej prawdy. Nie warto kopać się z koniem, dlatego nie wypominała swojemu facetowi okresów, kiedy pił i zamieniał się we wrednego typa. Przeczekiwała, najlepiej w oddaleniu, wybaczając mu wszystkie podłości, jakich się wówczas dopuszczał.”

    Nieoczekiwanie na jej drodze pojawia się sporo młodszy mężczyzna, który mami ją swoim urokiem. Czy nowa intymna znajomość spowoduje rozpad toksycznego związku Bereniki i Bruna? A może to tylko chwilowa fascynacja, która szybko minie bez specjalnych konsekwencji? Zapowiadało się dobrze, jednak im dalej, tym gorzej. Właściwie nie czuć chemii i choćby odrobiny ekscytacji czy zaskakujących drgnień serca. Zewsząd wylewa się obojętność, niezdecydowanie, przyzwyczajenie i zaślepiona wygoda. No cóż… 

 

Kolejnym dla mnie minusem jest dość wolna wręcz monotonna akcja. Ożywcze efekty, które działają na wyobraźnię można policzyć na palcach jednej ręki. Otwierające się szafy, przemykające ukradkiem cienie, znikające przedmioty, sekretne przejścia – to wszystko mogło stanowić bardzo ciekawą pożywkę dla żądnych przygód czytelników ze smykałką do rozwiązywania zagadek, ale czegoś zabrakło. Jakiegoś większego uczucia niepokoju, które mogłoby przerodzić się w dreszcz grozy. Autorka musi zdecydowanie popracować nad umiejętnością budowania napięcia. Liczyłam także na intrygujące wiadomości z zaświatów od zmarłego malarza (zostawił Berenice pendrive), tymczasem otrzymujemy jakieś chaotyczne zapiski/zwierzenia o jego życiu, niemające istotnego związku ze sprawą spadku. Denerwowało mnie również dziwne podejście Bereniki do sytuacji, w jakiej się znalazła. Mimo iż od kilku miesięcy przebywała w tajemniczej posiadłości, to nie raczyła znaleźć czasu, aby dowiedzieć się czegoś więcej na jej temat. Zamiast drążyć w sprawie, wolała siedzieć bezczynnie.

”Dni mijały jej bezmyślnie, bezczynnie. Nie dociekała, skąd wzięły się obrazy ani kto ją podgląda z lasu, ani jaki mechanizm uruchamia szafę i co naprawdę kryje jej przepastna czeluść. Zabierała się do rozmaitych zajęć, ale niczego nie kończyła. (…) W jej życie wkradł się chaos u stagnacja, czekanie nie wiedzieć na co, mijanie; osobliwe lenistwo połączone z irracjonalnym strachem i poczuciem niepewności”.

    Reasumując: Pierwsza część cyklu ”Ślady życia” nie spełniła moich oczekiwań. Czy w takim razie ją polecam? Hmmm… Wychodzę z założenia, że ilu czytelników, tyle opinii. Dlatego nie zamierzam nikomu wmawiać, że książka jest zła, bo ktoś inny może odbierze ją w zupełnie inny sposób. Mnie nie zachwyciła i na pewno nie sięgnę po drugi tom, ale z tego co zdążyłam się zorientować, inni recenzenci oceniają ”Uśmiech zimy” bardzo wysoko. Ja widocznie jestem wyjątkiem. To jak, skusicie się na niniejszą publikację? A nuż okaże się, że Was zachwyci.

 

https://cyrysia.blogspot.com/2020/11/usmiech-zimy-slady-zycia-anna-rybkowska.html

A tu link do recenzji, innej mojej powieści. Przykro, że tak roczarowałam blogerkę. Po prostu, jak każdy z nas, starzeję się, zmieniam, a wraz z upływem lat i moje postrzeganie świata nabiera innych barw i tonacji. 

http://cyrysia.blogspot.com/2011/09/nell-miosc-bliska-opetania.html

 

Wkrótce wywiad z czytelnikami, u Cyrysi, i konkurs na najciekawsze pytanie, jakie mi zadacie.

https://cyrysia.blogspot.com/2020/11/konkurs-poznaj-mnie-lepiej-anna.html

2 thoughts on “Blogerka nie zostawia suchej nitki!

  1. Dziękuję za ostrzeżenie. Jestem inna, uczciwa, gdyż nie ma książek bez ocen negatywnych. Tylko się je ukrywa. Ale czy to fair play, wobec czytelników? Każdy ma prawo wyrazić swoje zdanie. Co więcej, blogerka napisała do mnie, uprzedzając o miażdżącej krytyce, proponowała nie zamieszczać tej opinii. Ale ja nie przystałam na jej sugestię, bo godzę się z tym, że mogła się rozczarować. Jeśli ktoś rezygnuje z czytania, po jednej recenzji, to trudno. Nie zależy mi na takich czytelnikach. W końcu każdy autor ma za sobą krytyków i admiratorów. Ważne, by zyskiwać samodzielnych sympatyków, a nie takich, którzy polegają na cudzej opinii.

  2. Czy to aby rozważne umieszczać negatywne recenzje? Mogą one przecież zniechęcić kogoś kto jeszcze po książkę nie sięgnął i się wahał, wszedł na stronę autorki aby może się przekonać, czy warto poznać i ja i jej twórczość; a tu negatywna recenzja… Takie recenzje raczej się zakopuje a nie gloryfikuje i to na własnej stronie.

Pozostaw odpowiedź Anna Rybkowska Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.