Autorskie

 

Siedzę. Dzisiaj dotarły! Dwa dni po premierze, ale mamy pandemię, i nadal nie wierzę! ???

Kiedy widzisz swoją książkę, starannie wydaną za cudze pieniądze, bo ktoś ci zaufał; w ładnej okładce, z tymi licznymi „didaskaliami” i „szykanami”, myślisz intensywnie – powstała z niczego, wylazła jak z ciemnej nory, z twojej pustej głowy. I stał się cud. Bóle porodowe są tym sensacyjnym rodzajem cierpienia, które rwie na strzępy, sprawia, że gdyby nie życie w zanadrzu, to pewnie błagałybyśmy o dobicie, lub litość nagłego zgonu. Ale to jest ten ból, który mija natychmiast po wydaniu na świat zdrowego dziecka. Kto nie przeżył tego misterium nie wie o czym piszę, i nigdy nie pojmie! Wybaczcie szczerość, ale ktoś taki jest okaleczony „niewydaniem” z siebie okruszka, który ma zdolność wzrastania. Ustawicznego. I czuję się jak w połogu. Dzieciątko leży w folii bąbelkowej, jak w pieluszce. W paczce z adresem, który jest moim miejscem na ziemi. Wyszło ze mnie! Długo się błąkało. Skupiło wielu ludzi na pracy, i jest owocem ich starań. Wróciło w jakże pięknej formie. Oto otwieram drzwi do własnego, wykreowanego świata. I bohaterów, którzy nie zaistnieliby, gdyby nie ja. Zaliczyłam poczęcie, ciążę i poród. Odpoczywam? Nie wierzę, że JUŻ? Jestem w euforii, i czuję się jak Lana Del Rey (której nie lubię!); wspinająca się w koronkowych skarpetkach i szpilkach ( oczywiście czerwonych, od Blahnika!) na szczyt napisu ze słynnych wzgórz w okolicy L.A. A w tle wisi księżyc w pełni. Cała tandetna bajka jest podszyta erotyzmem suwanej czerwonej wstążki, która niczego nie rozwiązuje, ale czyni tak sam THE WEEKEND! W grafitowo szarą noc nad Hollywood.

„Take off all your cloths”

(Zrzuć wszystkie swoje ciuchy!)

***

I nawet tegoroczna, ogromna wystawa Andy’ego Warholla w UCCA w Pekinie nie da się porównać z moim „obrządkiem zwiedzania”.

Pachnie! To najpiękniejszy zapach dla każdego pisarza. Nie można książki skonfrontować z e-bookiem, czy audio. Jest intensywnie namacalna i trójwymiarowa.

Otwieram kolejno: paczkę, książkę, potem wino.

Za moje dziewiąte dziecko.

Niech żyje!

9 thoughts on “Autorskie

  1. Nareszcie.!!!. Po długiej przerwie stworzyłaś piękna historie, dla mnie rewelacja, przy natłoku przeróżnych dziełek „Uśmiech Zimy” jest świeżym powiewem literackim. Gratulacje!!!

  2. Książka to ciekawość istnienia ale definicji nie piszę, lubię zagłębić się w treść. Wierzę we wszystkie treści A może nie, sama nie wiem.
    Ale jest dobrze kiedy autor jest szczęśliwy wydając tyle treści i dreszczyk emocji ciągle istnieje.

    1. To prawda, jestem podekscytowana. Za każdym razem, kiedy udaje się sfinalizować pomysł; by coś eterycznie wydumane, ostatecznie zaistniało na papierze. Dziekuję za komentarz, ślę serdecznosci, wieczorną godziną…

  3. Byłam zauroczona Twoimi książkami od „Nell” począwszy, po przedostatnią i czekałam na jeszcze i wreszcie jest, na dodatek pierwsza z serii! Brawo Aniu! Znowu poszerzę swoją ogólną wiedzę, bo w Twoich książkach jest wiele ciekawostek!

Pozostaw odpowiedź Anna Rybkowska Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.