Deszcz, szum…

Woda to mój żywioł. Jestem zodiakalną rybą.

Garnę się do każdej kropli.

Lubię deszcz, uwielbiam burze, marzę o śmierci od uderzenia pioruna.

Krótkiej i spektakularnej.

W poprzednim wcieleniu spłonęłam w ułamku sekundy, i w strugach wody.

Julie ma wiele naśladowczyń.

Wszak wszystko co w sztuce jest pięknem ma.

Nie można się gniewać na to zjawisko powielania.

Ona jest oryginalna, niepowtarzalna, wyjątkowa.

Pierwsza.

I sama mówi, że nie musimy być najlepsi.

 

 

 Zdjęcia do filmu zostały zrobione w najgłębszym basenie świata nieopodal Wenecji. 

Tytuł filmu AMA znaczy po japońsku kobieta z morza,

ale tym mianem byli też określani według tradycji japońscy zbieracze muszelek.

***

 

 

Gracja, piękne kształty,

płynność ruchów, gestów,

sypkość włosów i lekkość sukienki.

Jej nogi i ręce pokonują opór wody budując niesamowity spektakl.

Ilekroć na nią patrzę, nie tylko podziwiam.

Doznaję olśnienia, i nie jest to jednorazowy akt. Ilez piękna w proporcjach, zgraniu ruchów z muzyką.

Cudnowny spektakl, który nigdy nie przestanie mnie zachwycać!

I ten najoczywistszy moment, gdy wzbija się w” przestworze” niczym ptak,

sunie wolno ku górze, jak przecinek.

Prosta, lapidarna.

Dalej pojawia sie ogromny balon powietrza, wypuszczanego z jej pojemnych płuc.

Zamienia w granulki szkła. Uniesione .

Płuca Julie są jak cud, bardziej delfinie niż ludzkie.

Nieludzkie.

Nieludzko piękna!